sobota, 10 stycznia 2009

Chorobliwy monopolizm Platformy

Poseł Ujazdowski w wywiadzie dla Rzeczpospolitej dokonał pewnej oceny, którą można rozciągnąć na bardziej ogólną, niż tylko ocena Platformy Obywatelskiej sytuację. Zauważył on mianowicie, że istnieje coś takiego, jak “chorobliwy monopolizm wrocławskiej Platformy, która nie uznaje żadnych inicjatyw dziejących się poza nią”. Warto jednak pamiętać, że Platforma Obywatelska nie ma monopolu na chorobliwy monopolizm. Jest to raczej pewna postawa, mająca źródło w psychologii jednostki, a nie w przynależności partyjnej. Wiadomo, że człowiek przywiązuje się do swoich pomysłów i jeśli obcy pomysł wchodzi w paradę mojemu to reaguję obronnie. Trzeba zwalczać tego typu tendencje już w zarodku, jeśli ROPXXI chce poważnie myśleć o budowie realnego ruchu obywatelskiego. Jeśli opisywana postawa pojawia się na zebraniu międzypartyjnym rodzi dyskusję międzypartyjną. Jeśli natomiast pojawi się między członkiem partii a jej zwolennikiem – bardzo łatwo taka osoba może ze swojej sympatii się wyleczyć.

Monopolizm objawiać się przecież może nie tylko w obstrukcji pomysłów przedstawicieli innej partii. Wtedy można to nawet zrozumieć jako budowanie wizerunku przez negację. Chcemy się odróżnić od PiS, to będziemy krytykować wszystko co pochodzi z PiS. Jednak niebezpieczeństwo kryje się nie w rozgrywkach między partiami. Naprawdę niebezpieczne dla jakiejkolwiek debaty byłoby nasilenie się tego typu postaw u konkretnych osób i towarzyszący temu brak reakcji ze strony współpracowników. Jeśli pomysł lub pytanie są ignorowane, zbywane lub odrzucane tylko dlatego, że to nie adresat pytania był jego autorem, jest to sytuacja patologiczna, z którą należy walczyć. Walczyć przede wszystkim we własnych szeregach.

Skutkiem tolerowania opisywanych zachowań i postaw może być tylko marginalizacja grupy i zniechęcenie wszelkich potencjalnych zainteresowanych do jakichkolwiek działań na rzecz tej grupy. Co niezwykle istotne dotyczy to nie tylko zachowań publicznych, ale może przede wszystkim sytuacji bezpośredniego kontaktu z osobami z zewnątrz. Tak jak nie może krótkowidz być pilotem samolotu, tak samo nie może być wyznaczona do obsługi infolinii, osoba zdradzająca skłonności do buty, arogancji i właśnie do, wyżej opisywanego, monopolizmu.

Jak to osiągnąć? Musi przede wszystkim powstać niezależny i otwarty system autokontroli, który błyskawicznie będzie eliminował niepożądane zachowania. Opracowanie szczegółów to odrębny szeroki temat, dobry na specjalistyczne opracowanie – może jakiś specjalista się pokusi? Zasygnalizuję tu tylko kilka rzeczy: Na określonym poziomie powinni funkcjonować kompetentni audytorzy/arbitrzy do których można się odwołać w sytuacji pojawienia się jakichkolwiek konfliktów czy różnic zdań, których rozstrzygnięcie ewidentnie wykracza poza możliwości uczestników sporu. Przecież z tego powodu powstały kiedyś sądy? Powinny to być osoby stojące z boku jakichkolwiek merytorycznych i pozamerytorycznych sporów. Od decyzji arbitrów też można się odwołać.

Nie chodzi tutaj o ustanawianie jakiś oficjalnych instytucji sądów arbitrażowych, koleżeńskich itp. Te i tak istnieją i funkcjonują. Chodzi mi o uniemożliwienie sytuacji, w której ktokolwiek zamknięty w ogródku własnych kompetencji, poczuje się jak Pan na włościach i nieopatrznie, często wbrew swoim własnym intencjom, zacznie rozkręcać hecę, która na długo pozostawi niesmak, zarówno wśród jej uczestników jak i postronnych obserwatorów. Wszyscy zdajemy sobie chyba sprawę, że zdenerwować się jest rzeczą ludzką i każdy robi czasem coś głupiego, czego później często żałuje. Należy zatem tak ustawić mechanizmy, aby pozwalały na szybką reakcję, na stosunkowo wczesnym etapie sporu, uniemożliwiając jego eskalację i, co jest już najgorsze wizerunkowo, wyjście irracjonalnego sporu do sfery publicznej.

Świetnym przykładem na to, jak brak mechanizmów szybkiego reagowania może popsuć wizerunek, jest ostatnia absurdalna heca na Salonie24, w której rolę główną odegrał jeden z administratorów Salonu24 – Radosław Krawczyk. Można przecież było tego uniknąć, gdyby ktoś, kto ma minimalną inteligencję społeczną przystopował Pana Krawczyka, żeby postarał się sprawę załatwić kulturalnie, żeby najpierw sprawdził kilka rzeczy i skonsultował wątpliwości, zamiast od razu strzelać do wróbli z armaty. Nie muszę chyba dodawać, że najbardziej ucierpiał na tym wizerunek Salonu24. Jednak nie jest to przypadek odosobniony. Ten akurat wszedł do sfery publicznej i dlatego mogę go przytoczyć. Gangrena ta jednak toczy każdą ekipę. „Ruch Obywatelski Polska XXI”, który reprezentuje Kazimierz Michał Ujazdowski także nie jest od niej wolny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )