piątek, 3 kwietnia 2009

Wszyscy chcą skompromitować IPN

Muszę przyznać, że z coraz większym osłupieniem przyjmuję kolejne informacje krążące wokół IPN przy okazji tzw. sprawy Wałęsy. W centrum uwagi staje jakiś biedny 24-letni magistrant, który jako historyk zostaje przyjęty do pracy w IPN. Dlaczego biedny? Ano bo daje się wykorzystywać w grze gigantów, szargając swoje imię, nie zdając sobie najwyraźniej sprawy z tego co robi. Nie oszukujmy się, w tej sprawie nie chodzi o jakiegoś Zyzaka, w tej sprawie chodzi o wielki projekt zmarginalizowania znaczenia instytucji, która potencjalnie mogłaby odgrywać rolę autorytetu w trudnych polskich sporach historycznych. Dziwi zatem postawa bardziej doświadczonych graczy na tej scenie. Co się bowiem dzieje?

Kwaśniewski ramię w ramię z Mazowieckim stają w obronie czci Wałęsy. Wtedy, gdy Kwaśniewski razem z Geremkiem bronił Kuronia nad jego grobem, przekroczone zostały ostatnie granice wyczucia i jakiegokolwiek smaku. To co się dzieje teraz jest logicznym dalszym ciągiem. To prawda, że IPN raz po raz zalicza wpadki. Wpadki zarówno polityczne jak i faktograficzne. Jednak czy margines można przedstawiać jako normę? Sprawa kierowcy Popiełuszki stała się sztandarem, wytrychem, symbolem zakłamania IPN. Pojawiają się coraz liczniejsze głosy wzywające do zamknięcia tej instytucji, ale to się nie stanie. Instytucja będzie istnieć, ale z coraz mniejszym kredytem społecznego zaufania. Chodzi bowiem nie o to, by ją zlikwidować. Jej istnienie daje legitymizacje różnych grup i jednostek, którym sąd lustracyjny niczego nie udowodnił. Jej istnienie udowadnia, że Polska jest niepodległa, suwerenna i rozliczyła się z przeszłością. Ale to tylko pozory. Tak naprawdę chodzi o to, by zniwelować czy wręcz zniszczyć możliwości jej jakiegokolwiek oddziaływania. Niewiarygodny IPN nie może zaszkodzić, ale jego istnienie zawsze może być argumentem dla tych, którzy domagają się historycznej sprawiedliwości.

W tym kontekście dziwi postawa tych wszystkich, którzy deklarują swoje wsparcie dla IPN. Żeby ta instytucja mogła być skuteczna, musi pozostać poza wszelkimi wątpliwościami jej wiarygodność. Żeby natomiast chronić tą wiarygodność, nie można na ślepo popierać wszystkiego co jest związane z IPN. Czy ktoś dzisiaj twierdzi, że Niemcy = faszyści? A przecież w Niemczech jest wiele bojówek faszystowskich, a wspierana przez niemiecki rząd organizacja potrafi negować i przeinaczać historię. Mówimy – to nie istotny margines. Jeśli natomiast w Polsce jakiś skinhead pobije ryżawego na ulicy to jest to dowód że Polak = antysemita. I dlatego jeśli w IPN jedna publikacja na pięćset będzie fałszywa, to będzie to przyczynek do kwestionowania istnienia tej instytucji; jeśli natomiast autor sensacyjnego kryminału zostanie przyjęty do pracy w jednym z oddziałów – to już całkowicie przekreśla cały dorobek wszystkich lat działalności!

Ja rozumiem logikę tego myślenia, a raczej logikę tej manipulacji.  Nie rozumiem tylko, dlaczego nasi główni gracze na scenie politycznej nie potrafią lub nie chcą przeciwdziałać w sposób gwarantujący w dłuższej perspektywie sukces. Zamiast bronić Zyzaka, zamiast wyklinać oskarżycieli lejąc wodę na ich młyn, można przecież zwolnić osoby, które dopuściły się nadużyć, cofnąć błędne decyzje i pozostać przy decyzjach dobrych. Pozwalanie na wciągnięcie się w emocjonalne przepychanki Wałęsy niczego nie zmienia, jest partackim uleganiem manipulacji adwersarza i tylko eskaluje sprawę. Jedynie Paczkowski próbuje zachować resztki zdrowego rozsądku, ale jego wywiad w czwartkowej Wyborczej (z 2 kwietnia 2009) można przeczytać tylko w wydaniu papierowym i próżno go szukać na portalu Gazety. Jego apel, aby nie rozciągać potknięć głupich historyków na całość historyków z IPN oraz oskarżenie Gazety o kreowanie irracjonalnej nagonki na IPN został przez Wyborczą całkowicie przemilczany (co zresztą nie dziwi). W przeciwieństwie do głośnych już przeprosin, które odarte z kontekstu także są potwierdzeniem jedynie słusznej tezy.

Niestety oszczercy działają bardzo zimno, wyrachowanie i konsekwentnie realizując swój widoczny jak na dłoni zamiar. Zaś IPN i jego obrońcy zachowują się jak obrażone dzieci tańcząc dokładnie tak jak im ci pierwsi zagrają. A jeśli to nie jest nieudolność? Nie, niemożliwe, to się nie zdarza nigdzie, a tym bardziej w Polsce, ale sama przecież się pcha do głowy ta makabryczna hipoteza… a co, jeśli zarówno oszczercy jak i rzekomi obrońcy IPN grają do jednej bramki? Jeśli wszyscy także w tej sprawie uprawiają makabryczną szopkę, jedynie po to by zachować pozory wolności i demokracji… Nie, wyjazd z kraju nic nie da… to się musi kiedyś skończyć… nawet PRL padł jak mucha nieoczekiwanie dla wszystkich...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )