piątek, 16 stycznia 2009

Trzech Króli i JOW

Zastanawiam się nad sprawą łączenia różnych inicjatyw, z czego wynika niechęć? Dlaczego nie można połączyć różnych inicjatyw, połączyć sił, by wspólnie osiągnąć oczekiwany efekt, do którego samodzielnie niezwykle trudno dojść, jeśli to nawet jest możliwe?

Na ostatnim spotkaniu w ramach Akademii Samorządowej, organizowanym przez Stowarzyszenie Mazowsze XXI została zwerbalizowany pomysł wprowadzenia do Sejmu obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej dotyczącej powołania jednomandatowych okręgów wyborczych (osławiony JOW). Posłowie oczywiście przegłosują odrzucenie tej ustawy, ale zawsze będzie można powiedzieć, że przynajmniej próbowaliśmy. O JOW można poczytać choćby na stronie Stowarzyszenia na rzecz JOW lub na witrynie fundacji Madisona. (Uprzedzę jedynie tutaj wszystkich przeciwników JOW, powtarzających swoje argumenty jak mantrę: JOW nie jest panaceum na polskie bolączki; JOW nie rozwiąże polskich problemów; JOW pozwoli wybierać ludzi i umożliwi ich rozliczanie. W tej chwili jest to niemożliwe.)

Nie chcę tutaj się rozpisywać na temat politycznych celów takiego pomysłu, jego konsekwencji, możliwości czy wyrachowania, bo to są rzeczy dość oczywiste. Zastanawiam nad jeszcze jedną rzeczą, która gdzieś już padła w internecie, ale jakoś przeszła bez echa. Prezydent Łodzi, Jerzy Kropiwnicki postanowił przeprowadzić obywatelską inicjatywę ustawodawczą mającą na celu wprowadzenie do kalendarza Święta Trzech Króli. Inicjatywa dobrze zorganizowana i chwytliwa, bo za pierwszym podejściem udało się bez problemu zebrać ponad pół miliona podpisów, czyli wystarczająco do zainicjowania referendum.

Pomysł jaki tutaj dubluję to pomysł połączenia referendum w sprawie Święta Trzech Króli z referendum w sprawie wprowadzenia JOW. Pierwsza sprawa zabezpieczy frekwencję, druga sprawa załatwi sprawę. Czy ktokolwiek kontaktował się z Prezydentem Łodzi, by zapytać go o jego opinię na taki pomysł? Dlaczego nie można połączyć tych dwu spraw w jednym referendum? Kropiwnicki boi się konkurencji? Niekorzystne jest skojarzenie Trzech Króli z JOW? Dlaczego? Bo KMB i JOW to tu trzy litery i tu trzy litery? Czy też może pomysłodawcy JOW nie chcą podczepiać się pod inicjatywę Kropiwnickiego, bo w innych kwestiach się z nim nie zgadzają? Dlaczego tak, wydawałoby się, oczywisty pomysł nie doczekał się choćby konsultacji? A jeśli się doczekał, to dlaczego nie wypalił?

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Strategiczne cele Polski

Ciekawy komentarz do sprawy gazowej, jako kontrolowanego kryzysu mającego dostarczyć dane wywiadowcze, znalazłem na blogu hrabiego Pim de Pim. Atak na Gruzję też był takim testem. (moja próba interpretacji tutaj) Test nie tylko został przez UE oblany, ale jasno pokazał Rosji, że ta jest w zasadzie bezkarna. Że UE jest sklinczowana swoją demokratyczną ideologią, że UE nie wyciąga żadnej nauki z historii i w imię szczytnych ideałów rezygnuje z jakichkolwiek działań. Pisał o tym w swoim komentarzu także Jan Rokita. Nie wróży to przyszłości dobrze. Trzeba być naprawdę ślepym albo agenturalnie zindoktrynowanym, by nie dostrzegać kierunku w jakim zmierza Rosja. Nie jest to kierunek rozwoju gospodarczego. Jest to kierunek konfliktu, który dostarczy niezbędnej energii integrującej rosyjskie społeczeństwo w sytuacji gospodarczej zapaści.

Wszystkie mocarstwa w sytuacji kryzysowej uciekały w konflikt. Jeśli dostrzegają to zwykli ludzie, muszą doskonale sobie z tego zdawać sprawę specjalistyczni analitycy. Czym można wytłumaczyć całą piramidę decyzyjnych zaniechań i uchybień? Wiadomo, że gry interesów są zbyt głębokie, by o nich mówić czy pisać w internetowym komentarzu. Niemniej należy pomyśleć nad niezależnym od układu politycznego ośrodkiem studiów strategicznych, który miałby zadanie opracowywać te strategiczne cele Polski w dłuższej perspektywie. Kolejne rządy mogłyby być zobowiązane te główne cele realizować. Jeśli jakieś działanie znalazłoby się na liście, wtedy kolejny rząd nie miałby prawa, bez naprawdę poważnych powodów, zerwać z dokonaniami poprzedników. Może to pozwoliłoby zapobiec takim przypadkom, jak arbitralne zerwanie rozmów z Norwegami przez Leszka Millera.

Taki ośrodek musiałby być powoływany w sposób zapobiegający jego upolitycznieniu. Coś na kształt trybunału konstytucyjnego. Oczywiście zawsze będzie niebezpieczeństwo i zakusy na obsadzenie w nim "swoich" ludzi, zawsze będą polityczne próby zdezawuowania jego ustaleń. Warto jednak pomyśleć o powołaniu instytucji EKSPERCKIEJ, która abstrahując od bieżącej sytuacji międzypartyjnej, będzie potrafiła rzetelnie przeanalizować międzynarodową sytuacje Polski i wyznaczyć określone cele, które należy osiągnąć. Tak wyznaczone kierunki mogłyby być akceptowane przez Parlament i obowiązywałyby kolejne ekipy. Nie trzeba chyba dodawać, że poziom ogólności tych ekspertyz musi być dość wysoki, szczegóły zostawiając rząd do opracowania kolejnym rządom, które będą przecież pracować w zmieniających się warunkach. Niemniej elementem kampanii wyborczej mogłoby się stać nie populistyczne obietnice, a konkretne sposoby realizacji ogólnych strategicznych celów.

Opisany pomysł nie jest efektem długich przemyśleń, a raczej spontaniczną refleksją. Ciekaw jestem jednak jak widzicie możliwości stworzenia takiej eksperckiej instytucji?

sobota, 10 stycznia 2009

Chorobliwy monopolizm Platformy

Poseł Ujazdowski w wywiadzie dla Rzeczpospolitej dokonał pewnej oceny, którą można rozciągnąć na bardziej ogólną, niż tylko ocena Platformy Obywatelskiej sytuację. Zauważył on mianowicie, że istnieje coś takiego, jak “chorobliwy monopolizm wrocławskiej Platformy, która nie uznaje żadnych inicjatyw dziejących się poza nią”. Warto jednak pamiętać, że Platforma Obywatelska nie ma monopolu na chorobliwy monopolizm. Jest to raczej pewna postawa, mająca źródło w psychologii jednostki, a nie w przynależności partyjnej. Wiadomo, że człowiek przywiązuje się do swoich pomysłów i jeśli obcy pomysł wchodzi w paradę mojemu to reaguję obronnie. Trzeba zwalczać tego typu tendencje już w zarodku, jeśli ROPXXI chce poważnie myśleć o budowie realnego ruchu obywatelskiego. Jeśli opisywana postawa pojawia się na zebraniu międzypartyjnym rodzi dyskusję międzypartyjną. Jeśli natomiast pojawi się między członkiem partii a jej zwolennikiem – bardzo łatwo taka osoba może ze swojej sympatii się wyleczyć.

Monopolizm objawiać się przecież może nie tylko w obstrukcji pomysłów przedstawicieli innej partii. Wtedy można to nawet zrozumieć jako budowanie wizerunku przez negację. Chcemy się odróżnić od PiS, to będziemy krytykować wszystko co pochodzi z PiS. Jednak niebezpieczeństwo kryje się nie w rozgrywkach między partiami. Naprawdę niebezpieczne dla jakiejkolwiek debaty byłoby nasilenie się tego typu postaw u konkretnych osób i towarzyszący temu brak reakcji ze strony współpracowników. Jeśli pomysł lub pytanie są ignorowane, zbywane lub odrzucane tylko dlatego, że to nie adresat pytania był jego autorem, jest to sytuacja patologiczna, z którą należy walczyć. Walczyć przede wszystkim we własnych szeregach.

Skutkiem tolerowania opisywanych zachowań i postaw może być tylko marginalizacja grupy i zniechęcenie wszelkich potencjalnych zainteresowanych do jakichkolwiek działań na rzecz tej grupy. Co niezwykle istotne dotyczy to nie tylko zachowań publicznych, ale może przede wszystkim sytuacji bezpośredniego kontaktu z osobami z zewnątrz. Tak jak nie może krótkowidz być pilotem samolotu, tak samo nie może być wyznaczona do obsługi infolinii, osoba zdradzająca skłonności do buty, arogancji i właśnie do, wyżej opisywanego, monopolizmu.

Jak to osiągnąć? Musi przede wszystkim powstać niezależny i otwarty system autokontroli, który błyskawicznie będzie eliminował niepożądane zachowania. Opracowanie szczegółów to odrębny szeroki temat, dobry na specjalistyczne opracowanie – może jakiś specjalista się pokusi? Zasygnalizuję tu tylko kilka rzeczy: Na określonym poziomie powinni funkcjonować kompetentni audytorzy/arbitrzy do których można się odwołać w sytuacji pojawienia się jakichkolwiek konfliktów czy różnic zdań, których rozstrzygnięcie ewidentnie wykracza poza możliwości uczestników sporu. Przecież z tego powodu powstały kiedyś sądy? Powinny to być osoby stojące z boku jakichkolwiek merytorycznych i pozamerytorycznych sporów. Od decyzji arbitrów też można się odwołać.

Nie chodzi tutaj o ustanawianie jakiś oficjalnych instytucji sądów arbitrażowych, koleżeńskich itp. Te i tak istnieją i funkcjonują. Chodzi mi o uniemożliwienie sytuacji, w której ktokolwiek zamknięty w ogródku własnych kompetencji, poczuje się jak Pan na włościach i nieopatrznie, często wbrew swoim własnym intencjom, zacznie rozkręcać hecę, która na długo pozostawi niesmak, zarówno wśród jej uczestników jak i postronnych obserwatorów. Wszyscy zdajemy sobie chyba sprawę, że zdenerwować się jest rzeczą ludzką i każdy robi czasem coś głupiego, czego później często żałuje. Należy zatem tak ustawić mechanizmy, aby pozwalały na szybką reakcję, na stosunkowo wczesnym etapie sporu, uniemożliwiając jego eskalację i, co jest już najgorsze wizerunkowo, wyjście irracjonalnego sporu do sfery publicznej.

Świetnym przykładem na to, jak brak mechanizmów szybkiego reagowania może popsuć wizerunek, jest ostatnia absurdalna heca na Salonie24, w której rolę główną odegrał jeden z administratorów Salonu24 – Radosław Krawczyk. Można przecież było tego uniknąć, gdyby ktoś, kto ma minimalną inteligencję społeczną przystopował Pana Krawczyka, żeby postarał się sprawę załatwić kulturalnie, żeby najpierw sprawdził kilka rzeczy i skonsultował wątpliwości, zamiast od razu strzelać do wróbli z armaty. Nie muszę chyba dodawać, że najbardziej ucierpiał na tym wizerunek Salonu24. Jednak nie jest to przypadek odosobniony. Ten akurat wszedł do sfery publicznej i dlatego mogę go przytoczyć. Gangrena ta jednak toczy każdą ekipę. „Ruch Obywatelski Polska XXI”, który reprezentuje Kazimierz Michał Ujazdowski także nie jest od niej wolny.

niedziela, 4 stycznia 2009

Ruch Obywatelski?

Poseł Lucjan Karasiewicz w dyskusji na portalu Polska XXI napisał w pewnym momencie: "Jednym z zadań przed nami stojącymi jest także edukacja społeczeństwa jak w pełni korzystać ze swoich praw obywatelskich i jak można nawet jako jednostka mieć wpływ na losy naszego kraju. Do tego jednak muszą powstać Ruchy i partie polityczne w których członkowie nie będą jedynie "komentatorami ustaleń partii wewnętrznej"."

Ja powiem więcej: głównym zadaniem liderów Ruchu Obywatelskiego jest edukacja własnych "działaczy", by przestawili się z roli policjantów pilnujących wewnętrznych partyjnych ustaleń na rolę moderatorów dyskusji. Obywatel powinien wiedzieć jak może korzystać ze swoich praw, ale też powinien wiedzieć, że jego przedstawiciel może SŁUŻYĆ pomocą w rozwiązywaniu problemów, że jego przedstawiciel nie będzie gasił jego zainteresowania, aktywności i dociekliwości. Szlachetne wyjątki w osobach pojedynczych osób nie zmienia tego wrażenia i też nie o to tu chodzi by zaczynać przerzucanie argumentów w stylu "a przecież Pan X zrobił to i to, a Pan Y nie miał nic złego na myśli". Tu trzeba popracować nad generalną postawą, nad naczelną zasadą, której brak chciałbym zasygnalizować w tych kilku gorzkich słowach.

Deklaracja jawności życia PUBLICZNEGO okazuje się niewystarczająca do tego, by wyegzekwować podstawowe informacje, które i tak są dostępne w internecie. Sytuacja, w której pytania dotyczące podstawowych spraw funkcjonowania Ruchu są zbywane lub ignorowane powodują nie tylko niwelację zainteresowania obywateli, ale niestety działają silnie destrukcyjnie na jakiekolwiek ślady aktywności i chęci zaangażowania.

Chyba, że celem RO Polska XXI jest takie zirytowanie obywatelskiej energii, żeby bunt przerodził się w czyn i powstała alternatywna platforma, która będzie działać według zdrowych kryteriów i zasad. Takie rozdrobnienie jednak jest z góry skazane na niepowodzenie, potęgując tylko wrażenie chaosu i braku zdolności organizacyjnych Polaków. Zatem w takim wypadku jedynym efektem będzie całkowite rozbicie resztek obywatelskiej pro-aktywności i zmuszenie Polaków do skupienia całej energii na uprawianiu jedynie własnego ogródka. Od czego, patrząc na dotychczasową działalność RO Polska XXI, jesteśmy już całkiem niedaleko:

Zamiast nowoczesnego narzędzia komunikacji, aktywizacji i animacji obywatelskiej dostajemy po adresem strony internetowej jedynie odgrzewane kotlety. Dyskusja na forum nie istnieje, bo ile można gadać do ściany. Uwagi natury technicznej i organizacyjnej pozostają bez echa. Użytkownicy odpływają na własne blogi i nawet prowokacyjne zakładanie fałszywych witryn nie wywołuje żadnej reakcji poza kilkoma głosami ostatnich aktywnych użytkowników. Moderacji także żadnej nie ma i żarty w stylu promocji kandydatów z Marsa wiszą sobie bez cienia zażenowania.

To nie zmowa mediów jest przyczyna niskiej popularności RO Polska XXI. To sam RO wykazuje niemal zerową aktywność. Poza tym Platforma Obywatelska zaczynała podobnie, zawłaszczając i deprecjonując pojęcie „obywatelskości". Dzisiaj odwoływanie się do tego pojęcia wywołuje niekoniecznie pozytywne reakcje i konotacje. Polska XXI chciałaby poruszyć i skoordynować energie, która jest w ludziach i nie znajduje ujścia. Jednak można odnieść wrażenie, że celem nie jest tu aktywizacja a kanalizacja resztek aktywności obywatelskiej.

A jakie są Twoje wrażenia?