czwartek, 28 maja 2009

Fałszywe konflikty i niszczenie dziennikarstwa

Bardzo ładny wyważony tekst. Szkoda tylko, że powstał tak późno. Szkoda też, że nie dostrzegł Pan jeszcze, pośród tych wszystkich niuansów, jednej lub kilku innych niezmiernie istotnych rzeczy:

1) kłamstwa Dziennika zniszczyły jego wiarygodność także w innych sprawach. Moje zaufanie, jako obywatela, do tego tytułu prasowego spadło drastycznie. Teraz, gdy będę czytał o różnych aferach i powiązaniach będę się zastanawiał czy w tym przypadku także nastąpiła manipulacja i przekłamanie? To jest podstawowa sprawa, a nie konflikt o chamstwo w sieci.

2) Krytykowanie chamstwa i artykuł Red.Nacz. Krasowskiego stoją ze sobą w tak jaskrawym kontraście. Zupełnie jak na tym rysunku satyrycznym: „pamiętaj, żeby nigdy nie bić słabszych!” – krzyczy ojciec do syna lejąc go pasem w tyłek. Hipokryzja ujawniona w tych postawach jest drugim problemem, który także niszczy wiarygodność Dziennika.

3) Manipulacje tytułami, pytaniami w internetowych sondach tylko pogłębiają to wrażenie.

Blogerzy wbrew buńczucznym deklaracjom, moim zdaniem wcale nie myślą o przejęciu dziennikarstwa. Zdają sobie doskonale sprawę ze swojej pozycji. Z jej zalet i z jej wad. Blogerzy nie są skazani na konflikt z dziennikarzami z powodu aspiracji, jak Pan zdaje się to sugerować. Blogerzy są po prostu piszącymi obywatelami, którzy zamiast na przystanku, to w Internecie komentują to, co prasa im sprzedaje jako prawdę. Sprawa Kataryny uwłacza mi nie tylko jeśli chodzi o ujawnienie jej danych osobowych. Myślę że wściekłość blogosfery jest spowodowane przede wszystkim faktem przyłapania Dziennika na gorącym uczynku; przyłapania Dziennika na jawnym i bez cienia zażenowania uprawianym kłamstwie i manipulacji. Listem Krasowskiego jestem obrażony jako Obywatel, jako Człowiek, nie tylko jako Bloger. Warto by redakcja i całe dziennikarskie środowisko sobie to uświadomiły.

środa, 27 maja 2009

Marsz JOW - piąta odsłona

W sobotę, 23 maja, odbył się piąty już Marsz na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW). Wybrałem się w tym roku po raz pierwszy chcąc zobaczyć z bliska środowisko ludzi, którzy przekonani są do idei JOW. Burze wystraszyły chyba Warszawiaków, bo pod Kolumną Zygmunta większość stanowili przyjezdni.

Manifestanci zaczęli akcję od przemówień, nieco po godz. 11. Głos zabrali m.in. Prezes stowarzyszenia na rzecz JOW, Jerzy Przystawa, także Remigiusz Zarzycki, posłowie Marek Jurek i Marian Piłka i inni. Czyżby posłowie poczuli koniunkturę? Dziwiła nieobecność posłów Kola Poselskiego Polska XXI, którzy deklarują mocne poparcie dla jednomandatowej ordynacji. Nie było też nikogo z władz Stowarzyszenia Mazowsze XXI.

Warto zauważyć, że uczestnicy marszu apelowali nie tyle o zmianę obowiązującej obecnie ordynacji wyborczej, a przede wszystkim o umożliwienie obywatelom zdecydowania o sposobie w jaki chcieliby wybierać swoich przedstawicieli. W Sejmie przecież leży obywatelska inicjatywa referendalna, z zebranymi przez Platformę Obywatelską prawie 800 tys. podpisów. Przypomnijmy, że wymagana przez prawo liczba to 500 tys. podpisów. Jednak pomimo, że PO jest przy władzy, nie ma nawet zainicjowanej dyskusji na ten temat. Trudno o bardziej jaskrawy przykład braku szacunku dla opinii publicznej i obywatelskiej aktywności.

Inny problem to brak rzeczowej dyskusji na temat ordynacji jest jednym z większych problemów zwolenników zmiany ordynacji. Do pojawiających się bardzo rzadko programów publicystycznych, w których ten temat się porusza, zapraszani są w zasadzie tylko zwolennicy obecnego modelu. Brak dyskusji i nieznajomość argumentacji na rzecz JOW owocuje stereotypami i uprzedzeniami.

Po opuszczeniu Placu Zamkowego wszyscy pomaszerowali pod Pałac Prezydencki. Prawie wszyscy, bo posłowie zniknęli razem z krążącymi wokół Kolumny Zygmunta kamerami TVN24. W trakcie marszu skandowano, czy raczej próbowano skandować różne hasła, ale jakoś nie było specjalnie zapału. Nie sprzyjała temu liczebność grupy, która podobno oscylowała wokół 130 osób. W Pałacu Prezydenckim organizatorzy złożyli propozycję zorganizowania pod patronatem prezydenta Lecha Kaczyńskiego debaty na temat ordynacji wyborczej. Kownacki, który wyszedł do manifestantów (!) zadeklarował gotowość Kancelarii Prezydenta do zorganizowania takiej debaty na jesieni 2009 roku. Kurtuazja, uściski rąk, fotki.

Następnie manifestacja przeszła pod Sejm, gdzie nie pozwolono jej przedstawicielom przekazać żadnego pisma. Pod Sejmem demonstracja została zakończona.

Jaki efekt? Medialnie mizerny. Dyskusji nie wywołało to żadnej ani w necie ani w mediach. Obietnice dyskusji na jesieni? Mało. Znamienne, że niechętny ponoć idei JOW i rzekomo zamknięty Prezydent do tych nielicznych manifestantów wysłał przedstawiciela. Pod Sejmem nikt nie potraktował grupy poważnie.

Martwi kompletny brak debaty na ten temat. Brak przystępnych i dostępnych opracowań porównawczych dla różnych rodzajów ordynacji. Jerzy Przystawa odeśle mnie pewnie na stronę stowarzyszenia JOW, Mariusz Wis na stronę fundacji Madisona. Jednak uważam, że to mało.

Ludzie są uprzedzeni do JOW moim zdaniem dwiema rzeczami:

Pierwsza, to kompletny blok informacji zwolenników JOW w mediach. Jeśli jest jakaś dyskusja to biorą w niej udział z reguły tylko przeciwnicy JOW. Po stronie zwolenników znaleźć można jedynie zwolenników ordynacji mieszanych. Powinniśmy domagać się większego uczestnictwa w tego typu nielicznych dyskusjach.

Druga sprawa to przedstawianie JOW jako panaceum na wszelkie bolączki demokracji. Już nie raz mieliśmy cudowne lekarstwa na wszelkie dolegliwości i trudno się dziwić racjonalnie myślącym ludziom, że nie ufają komuś, kto z entuzjazmem neofity zachwala zalety ordynacji JOW, jakby sprzedawał co najmniej produkty amway.

Myślę, że skupienie się na walce o, po pierwsze, poważną dyskusję w mediach, po drugie, o referendum w sprawie sposobu wybierania przedstawicieli mogłoby odnieść większy efekt. Jednak już przywołuje się do porządku i kończąc te dobre rady wujka Heńka, kończę także cały wpis.

Autorska fotorelacja z marszu dostępna jest pod adresem:
picasaweb.google.com/igorczajka

wtorek, 26 maja 2009

Apel Dziennika

Miałem już nic nie pisać na ten temat, bo co tu komentować trolli, ale ponieważ Dziennik wysmażył „Apel: STOP chamstwu w sieci!” to muszę wyrzucić z siebie podsumowanie tego co się stało.  Nie tyle by powiedzieć cos nowego, ale właśnie podsumować. Zacznę od końca, a zatem apel:

Wierzymy w wolność słowa, wierzymy w wartość starcia argumentów, wierzymy w wolny internet. Ale nie wierzymy, że musi to się odbywać tak brutalnie, zdaniami tak pełnymi inwektyw, rzucanymi anonimowo, jak się to często dzieje w polskim internecie. Zbyt często. Nie ma naszej zgody na przemienianie tego miejsca wolnej dyskusji w przestrzeń wolną dla obelg pod adresem wszystkich i wszystkiego.

Podpisuję się pod apelem Dziennika! Wierzę, że siła argumentów jest najlepszym orężem walki o Prawdę. Wierzę, że wolność można realizować wybieraniem Dobra. Wierzę, że inwektywy nie muszą dominować w dyskursie. Już nie raz, nie jeden troll, zamknął się po tym, jak zobaczył bezzasadność swoich krzyków, które zamiast sprowokować mnie do eskalacji wyzwisk, spowodowały tylko i wyłącznie kompromitacje wyzywającego. To smutne, że Redaktor Naczelny Dziennika Robert Krasowski dołączył do tego szerokiego grona trolli, rozciągając jednocześnie sferę ich wpływów na drukowana prasę. Był co prawda Jerzy Urban, ale on nigdy nie miał aspiracji stworzenia ze swojego NIE gazety rozwijającej intelektualne prądy myśli polskiej i europejskiej. Szkoda, ze razem z Dziennikiem pójdą na dno znakomite dodatki Europa czy Magazyn. Szkoda.

Ignorujmy wpisy internetowych „trolli”. Nie wchodźmy z nimi w polemikę. Zgłaszajmy moderatorom i właścicielom serwisów przypadki łamania prawa i dobrego obyczaju.

Zgadzam się także z tym fragmentem i podpisuje obiema rękami. To był dokładnie ten powód, dla którego nie skomentowałem trollowej wypowiedzi red. Krasowskiego. Inwektywy i obelgi mogą być kasowane przez jednego sprawnego moderatora. Gorzej, gdy główny administrator także okazuje się trollem. Wtedy rzadko wchodzę na takie forum i z tego właśnie powodu nie będę często komentował artykułów Dziennika.

Zgłaszajmy moderatorom i właścicielom serwisów przypadki łamania prawa i dobrego obyczaju.

Chyba warto pójść za tą radą i zgłosić właścicielowi, czyli firmie Axel Springer przypadek naruszenia przez redakcję Dziennika etyki dziennikarskiej, publikowania nieprawdziwych informacji oraz używania sformułowań powszechnie uznawanych za wulgarne i obraźliwe. Przenoszenie tak mocno krytykowanych zachowań z Internetu do tekstów Redaktora Naczelnego wykracza poza możliwe do zaakceptowania w drukowanej prasie retoryczne chwyty. Można ewentualnie próbować znaleźć wytłumaczenie dla ludzkiej ułomności i puszczenie pojedynczego kłamliwego i obelżywego tekstu. Jednak kontynuacja kłamstw, sondażowych manipulacji i prostackiego pomawiania w (już nie można powiedzieć poważnej, ale ciągle drukowanej) gazecie niszczy już nie tylko sama gazetę, ale etos całego zawodu.
Zastanawia mnie jeszcze dlaczego nikt nie przywołuje tekstu Jachowicza, który przecież jest dziennikarskim autorytetem, tylko wszyscy pospołu brną w ten irracjonalny i arogancki ton ogólnego potępienia dla internetowej ciżby. Dzisiaj kolejny tekst, który wygląda jakby był pisany bez znajomości kontekstu, tym razem Karnowskiego. Ja tam się nie poczuwam, ale może rzeczywiście to ja jestem trollem, a redaktor Krasowski pokazał mi jak powinien się zachowywać kulturalny i cywilizowany dyskutant?

piątek, 22 maja 2009

Kompromitacja Michalskiego

Cezary Michalski się skompromitował. Napisał tekst w stylu blogerskich hien, które tak bardzo krytykuje. Nie mają znaczenia argumenty tekstu - ma znaczenie, kto jest tego tekstu autorem. Zgadza się, Panie Czarku, jeśli w ustach Millera słyszymy teksty o solidarności społecznej i współczuciu dla biednych to nóż się w kieszeni otwiera właśnie z powodu osoby autora tychże słów. Podobnie gdy próbowałoby się Kiszczaka lub Jaruzelskiego zrobić moralnymi autorytetami. Jednak...

Cezary Michalski konkluduje swój żenujący tekst następująco:

Blogujący Richard Henry Czarnecki, Janusz Palikot, Leszek Miller, Waldemar Kuczyński... mogą pisać głupoty, ale inwestują w te głupoty własne nazwiska. Przy całym szacunku dla analitycznej przenikliwości Kataryny, której dowody wielokrotnie dawała na swoim blogu, uważam to za ich przewagę nad nią.

To nieprawda, że Czarnecki pracuje na swoje nazwisko, a Kataryna nie. Kataryna pracuje na swój pseudonim. Na swoją markę. Markę budowana trudniej niż Czarnecki czy Miller – popularność ich blogów wynika z ich nazwiska. Można dywagować czy ich blogi byłyby tak oblegane gdyby zaczynali od blogowania? Jeśli ktoś decyduje się na używanie pseudonimu, to widocznie ma swoje powody. Kataryna zbudowała swoja markę na swoich tekstach od zera. Jak dla mnie to jest przewaga raczej Kataryny niż reszty.

Czy pamiętamy takiego cichego pana o rodowym nazwisku Aleksander Głowacki? Ten pan całe życie pracował na swoja markę, która była inna niż jego rodowe nazwisko. Dzisiaj mało kto pamięta go jako Olka Głowackiego, ale o Bolesławie Prusie słyszeli wszyscy. Mnie nie obchodzi jak Kataryna ma naprawdę na imię ani co robi w Realu. Mnie może obchodzić jedynie ocena jej tekstów. Jeśli ktoś decyduje się uczestniczyć w życiu publicznym tylko w formie tekstu, to należy to uszanować.

Pisze dziennikarka w sms-ie do Kataryny: proszę tego nie traktować jako szantażu. Naprawdę nie chcemy Pani skrzywdzić. Ależ przecież to jest szantaż w najczystszej formie! Poza tym takie naciskanie jest już krzywdą sama w sobie!!! Wolność człowieka jest ograniczona wolnością drugiego człowieka! Szantaż Dziennika jest właśnie takim pogwałceniem wolności Kataryny: ona ma prawo chcieć być anonimowa. To jej decyzja i dotycząca jej osoby. Chęć Dziennika do zatrudnienia Kataryny czy choćby ujawnienia jej nazwiska jest chęcią dotyczącą innej osoby, bez zgody której odbyć się to nie ma prawa.

Czym jest tekst Michalskiego? Szantaż nie przyniósł rezultatu to oplujemy Katarynę w stylu najgorszych blogerskich komentatorów? Kataryna nie pójdzie do sądu, bo by musiała się ujawnić. Zagrywka w najgorszym stylu. Panie Czarku, ujawniła się w Pana tekście szkoła Urbana, a zasnęła gdzieś szkoła przyzwoitej demokracji i odpowiedzialności za słowo. Wstyd, rozczarowanie, żenada.

czwartek, 21 maja 2009

Skąd ta cisza wokół Spiegel'a?

Granda. Żenada. Wściekłość i wrzask. Na publikacje Spiegel'a żadnej reakcji nie ma nie tylko na górze, ale i na dole. Co się stało z tymi wszystkimi komentatorami z niewyparzonymi językami, że tak w nabrali wody w usta w tym temacie? Boja się, że ktoś ich porówna do kartofla? Właśnie teraz powinno aż zawrzeć od świętego oburzenia bezkompromisowych poszukiwaczy prawdy. Tymczasem cisza. Efekt szoku?

Nie rozumiem zupełnie pobłażania dla tego typu publikacji. Kłamstwo oświęcimskie to nie tylko zaprzeczanie istnienia obozów zagłady. Kłamstwo oświęcimskie to jak widać także zmienianie sprawców holokaustu. Czy naprawdę Szewach Weiss musi nas ośmielać byśmy się ruszyli? Czy naprawdę nic nie można zrobić z tym jawnym pogwałceniem dobrego imienia? Z zaprzeczaniem rzeczywistości? Czy prokurator zareaguje tylko jeśli w sprawie zagłady Żydów kłamie ktoś niewygodny politycznie establishmentowi? Nie rozumiem milczenia blogosfery. Nie rozumiem apatii prawników. Jedynie nonszalancję polityków jestem sobie w stanie wytłumaczyć.

Drodzy niemieccy sąsiedzi. Jeśli chcecie wywołać w Polsce nastroje antyniemieckie, jeśli chcecie przywrócić nastroje społeczne z lat tuż powojennych - jesteście na najlepszej drodze!

niedziela, 10 maja 2009

Politycy na emeryturę!

Reakcje najróżniejszych polityków na sprawę „Obchody obalenia komunizmu – kontra – zapowiedzi protestów” doprowadzają mnie do bardzo jednoznacznej i prostej, żeby nie powiedzieć prostackiej, konstatacji. Ale o niej później. Tymczasem Premier Tusk ucieka przed robotnikami z rodzinnego Gdańska do rokitowego Krakowa. Po niegdysiejszych apelach o zwrócenie państwa obywatelom, teraz obywatelska aktywność jest przez Premiera co najmniej ignorowana. Zastanawia także, iż w wypadku wyboru miasta, dla Tuska liczy się odległość a nie sentymenty. Podpowiadam: Przemyśl albo Jelenia Góra jest jeszcze dalej. A Bogatyni na południowo-zachodnim skraju Polski może w ogóle by nie znaleźli na mapie? ( Z drugiej strony dlaczego obchodów nie zrobić w bezpieczniejszym Berlinie? – nie będę tego wątku rozwijał. ) Fakt, że nie chodzi o żadne bezpieczeństwo Gości jest zbyt oczywisty i dostatecznie przedyskutowany, pozwolę sobie tylko na spostrzeżenie, że Premier chyba nie wziął pod uwagę, że przejazd z jednego końca Polski na drugi nie jest w dzisiejszych czasach problemem…

Wracając jednak do tematu. Poseł Niesiołowski w mało już zaskakującym stylu stwierdza, że dzisiejsza „Solidarność” to raczej bandyci niż robotnicy, że nie wolno bić policji itd. Nikomu to nic nie przypomina? „Wstyd mi za tych z Radomia!”, „Warchoły z Ursusa” itd. Czy to nie o prawo do protestowania – w przypadku gdy inaczej swojego zdania dana grupa społeczna nie jest w stanie zakomunikować – walczyli Polacy przez cały PRL? A teraz albo się przed obywatelami ucieka, albo zamyka, albo wręcz stwierdza, że „to bandyci”? Wszyscy skakali pod sufit, gdy Kaczyńskiemu wyrwało się „spieprzaj dziadu”. Czemu teraz jest cicho wobec takich słów? Pytanie retoryczne. Panu Niesiołowskiemu, Palikotowi i innym może warto uświadomić, że skoro do mediów jest w stanie się przebić tylko pałka i wybite szyby (bo przecież nikt nie zrobi niusa z przekazanej grzecznie na kartce listy postulatów – chyba że to są postulaty Palikota) – to niestety każdy protest MUSI przybrać taką formę.

Środowisko PiS-u miało całkiem długi szereg wypowiedzi równie frapujących i zadziwiających. Wszystko składa się na jedną konkluzję. Jesteśmy ewidentnie w tej fazie naszej ewolucyjnej rewolucji, gdy zjada ona z wielkim apetytem swoje dzieci. W trakcie wielkich rewolucji w imię pokoju mordowano z wielkim rozmachem. Teraz mamy rewolucję soft – od komunizmu do kapitalizmu – to i uczta jest (na szczęście) tylko werbalna. Jednak fakt jest niezaprzeczalny. Jeśli Niesiołowski używa języka i argumentacji Urbana z lat osiemdziesiątych to znak, że najwyższa pora dać naszym rewolucjonistom odpocząć!!!

Szukajmy nowych twarzy! Wyborcy! Wyślijmy naszych zmęczonych do tego stopnia, że nie wiedzą już co mówią, rewolucjonistów na urlop!!! A najlepiej na emeryturę. Jeśli przez ostatnie 20 lat jedyne czego się politycznie nauczyli, to obelgi Urbana – nie nauczą się już wiele. Trzeba wybierać nowych ludzi! NOWE TWARZE – NIE NOWE SZYLDY!

W 1989 roku Mieczysław Rakowski stwierdził w telewizji: „Jak to Okrągły Stół to zasługa Solidarności? A z kim oni rozmawiali? Kto się zgodził na te rozmowy? Przecież gdybyśmy my nie chcieli to nic by z tego nie wyszło” – zatem wg Rakowskiego to PZPR był głównym autorem sukcesu. Wśród wielu rozmów lat 90-tych bardzo często przewijała się myśl, ze jak to komunizm nic Polsce nie dał? Przecież Polska została odbudowana po wojnie! Mi się widzi, że teraz jest podobnie. Obecny stan naszej gospodarki, w miarę względny dobrobyt, to zasługa nas, zwykłych Polaków, którzy działają i budują nie dzięki, ale pomimo działań wszystkich ugrupowań politycznych po 1989 roku.