piątek, 21 sierpnia 2009

Kampania Tolerancji

Tak, mamy kolejny przykład chamskiego zachowania Cejrowskiego. Odmówił przyjęcia zabawki! Użył stwierdzeń obraźliwych! Skandalicznych i niedopuszczalnych. Czy jednak naruszone zostało prawo? A zasady dobrego wychowania? Zastanówmy się.

Obrażanie uczuć religijnych: np. koncert Madonny 15 sierpnia. Jest to oczywiście artystyczna prowokacja, całkowicie dopuszczalna w cywilizowanym demokratycznym świecie.

Obrażanie geja w sklepie: jak wiemy wyrok zapadł, nie wolno w miejscu publicznym nazywać geja pedałem, bo to godzi w jego dobre samopoczucie i dobra osobiste.

Obrażanie Cejrowskiego: przychodzenie do niego z plakatem „Zakaz Cejrowania” jest w porządku, bo mieści się w granicach demokratycznego dyskursu.

Obrażanie KPH w Poznaniu: odpowiedź Cejrowskiego jest niedopuszczalna, choć jest całkowicie pozbawiona agresji zarówno w tonie głosu jak i w mowie ciała. Odmowa przyjęcia zabawki od obcej osoby, jest oznaką homofobii. A czy Ty przyjąłbyś pieniądze od obcego na ulicy? A w kopercie pod biurkiem?

Czy Cejrowski nawoływał do nienawiści? Nie zauważyłem. Czy nawoływał do przemocy? Także nie zauważyłem. Cejrowski wygłosił swoja opinię, którą można zaklasyfikować jako nieuprzejmą, homofobiczną i z marnym poczuciem humoru. Jak można nazwać prowokację KPH? Jako kulturalną i pełną smaku?

Pisałem juz o Cejrowskim jako próbniku demokracji. W zasadzie jest on tak samo wartościowym próbnikiem jak stosunek do gejów. W tym ujeciu obie strony wydarzenia jadą na tym samym wózku. Zastanawia jednak, dlaczego konflikt między tymi skrajnościami jest dla znakomitej większości tak jednoznaczny etycznie i moralnie?

Zamiast litanii żalów podsumuję tylko jednym zdaniem, które powinien sobie przed snem powtarzać każdy szanujący swoje własne poglądy demokrata:

Nie muszę podzielać Twoich poglądów, ale zrobię wszystko, byś mógł je głosić.

Informacja prasowa o zdarzeniu z relacją filmową
www.dziennik.pl/....

wtorek, 11 sierpnia 2009

List otwarty do PKP

Uprawiając interpersonalną turystykę bardzo łatwo przeoczyć sprawy, które potraktowane z należytą uwagą, wywołują równie duży niesmak jak wspomniane wycieczki osobiste. Oto w weekendowej prasie pojawiła się informacja pozornie mało ważna, pozornie niszowa, a jednak odsłaniająca pewien głęboki dylemat, systemowy konflikt miedzy „prywatnym” a „państwowym”. Chodzi o warszawskie Muzeum Kolejnictwa i spór, który jest - jeśli się temu przyjrzeć bliżej - dość kuriozalny. Oto bowiem kłócą się dwaj zarządcy mojego majątku, którzy teoretycznie powinni działać w moim interesie. Jeden pilnuje mojego biznesu, drugi mojej historii tego biznesu. Moim interesem jest zachowanie jednego i drugiego. Jeśli biznes szwankuje, oczekiwałbym, że zarządca skupi się na naprawie biznesu, zamiast pozbywać się moich zbiorów gromadzonych przez lata. Cóż mi bowiem pozostanie po upadłym biznesie jak nie pamiątki?Większość firm robi wszystko aby pokazać się jako firma z tradycjami, z których to tradycji czerpie inspiracje i podstawę do dobrej jakości. Zarząd PKP S.A. podjął działania zgoła przeciwne, pokazując że celem nie jest być może uzdrowienie sytuacji, a likwidacja przedsiębiorstwa.

Polskie Koleje Państwowe to spółka akcyjna powstała w wyniku komercjalizacji istniejącego od 1926 przedsiębiorstwa państwowego Polskie Koleje Państwowe. Ich jedynym akcjonariuszem jest Skarb Państwa, który reprezentuje obecnie Ministerstwo Infrastruktury.

Myśl o utworzeniu Muzeum Kolejnictwa zrodziła się wśród kolejarzy wraz z odzyskaniem niepodległości w 1918 roku. Uroczystego otwarcia Muzeum, w obecności znaczących osobistości rządu, ministerstw, placówek kultury, dokonano 13 grudnia 1931 roku. W roku 1972 kolejną decyzję o powołaniu Muzeum Kolejnictwa podjął (jako resortowej instytucji kultury) Minister Komunikacji, wyznaczając na jego siedzibę Dworzec Warszawa Główna Osobowa. Od 1 stycznia 1995 r. Muzeum zostało wyłączone organizacyjnie ze struktury PKP i włączone bezpośrednio do Ministerstwa Transportu. Działalność oparto na umowie o współprowadzeniu tej placówki zawartej pomiędzy Ministrem Transportu i Dyrektorem Generalnym PKP. Od 1 stycznia 1999 roku na mocy ustawy Muzeum Kolejnictwa przekazano do Samorządu Województwa Mazowieckiego.

Mamy zatem konflikt między jednostka państwową a jednostka państwową. Przy czym jedna z nich jest samorządowa, druga teoretycznie prywatna. Jednak co to za prywatna własność, której właścicielem jest w 100% Państwo? Czy to nie jest fikcja?

Nie będę powtarzał argumentów finansowych, logistycznych i proceduralnych, można o tym poczytać na stronach prasy: MM, GW, ŻW. Przytoczę tylko dwa zdania, które są kwintesencją tego o co mi chodzi:

Marta Milewska, rzecznik urzędu marszałkowskiego: Skoro placówka upamiętnia historię kolei, to PKP mogłyby sfinansować budowę jej siedziby.

Michał Wrzosek, rzecznik PKP: Finansowanie muzeów leży na barkach samorządów, a nie firm komercyjnych, jaką jest PKP.

I tu rodzą się pytania: Czy destrukcyjne i obstrukcyjne działania służą głównemu i jedynemu akcjonariuszowi, jakim jest państwo polskie? Czy PKP powinno szukać oszczędności we własnym dorobku kulturalnym, technicznym, historycznym? Czy samorząd jest pierwszym miejscem, gdzie państwowe przedsiębiorstwo powinno szukać oszczędności i dochodów? Czy PKP jest rzeczywiście firmą komercyjną?

Jako obywatel polski, płacący podatki, uważam się za akcjonariusza spółki akcyjnej PKP, w której 100% udziałów ma mój przedstawiciel w postaci Ministra Infrastruktury. Jako pośredni akcjonariusz PKP protestuję przeciwko działaniom godzącym w dobre imię firmy PKP, która pokazuje że nie szanuje dorobku swojego i całego państwa. Protestuję przeciwko działaniom sprzyjającym utracie dobrego wizerunku, które w konsekwencji są działaniami na szkodę zarządzanego przedsiębiorstwa.

(Proszę nie pisać mi, żem naiwny. Zdaje sobie sprawę z wołania na puszczy, ale czasem tak z człowieka wyrywa się skowyt i nic powstrzymać tego nie potrafi)