czwartek, 22 kwietnia 2010

Granice prawdziwych sojuszy

Zasłona dymna związana ze smoleńska katastrofą rośnie coraz bardziej, podsuwane są i dementowane coraz to nowe hipotezy. Nie zauważyłem jeszcze jednego wątku związanego z krakowskim pogrzebem. A pokazał on przecież wyraźnie, układ sił i interesów w naszej solidarnej Europie oraz pozostałych państwach naszej jakże wspaniałej planety.

Nie chcę się rozpisywać i udowadniać stawianych tez, tylko zwrócić uwagę na pewną możliwość interpretacji:

Jak pokazał premier Maroka i prezydent Gruzji, można było dolecieć zarówno z Rzymu, jak i z USA. To są fakty już szeroko przedyskutowane.

Delegacja niemiecka z prezydentem Niemiec doleciała śmigłowcem, co było niewykonalne dla tkwiącej na południu Europy Kanclerz Merkel. Premier Maroka doleciał. Kanclerz Merkel nie. To nie jest kwestia obiektywnych czynników, tylko brak chęci.

Jednak co z Saakashvilim, który (nie tylko zawstydził prezydenta USA, nie tylko skompromitował Berlusconiego i Sodano, ale) utknął na lotnisku w Rzymie, skąd nie chcieli go wypuścić? Jak powszechnie wiadomo Putin z Berlusconim mają wille ściana w ścianę bodajże na Sardynii, gdzie robią wspólne imprezki. W Rzymie przetrzymali Gruzina i tak za krótko, bo otarł sie jednak o rękaw Miedwiediewa na krakowskim lotnisku. Wyobrażacie sobie przekazanie znaku pokoju miedzy tymi dwoma? Gruzin nie miał prawa zdążyć.

Obecność Miedwiediewa można potraktować jako wyraz solidarności i zmiany politycznego wektora. Ale w połączeniu z faktem, że praktycznie nikt z ważnych przywódców zachodniej Europy nie dotarł (chociaż mógł), natomiast obecne były praktycznie wszystkie byłe demoludy - robi się interesująco ;-)

Warto zrobić sobie mapę realnych i prawdziwych sojuszy, jakie można było zobaczyć podczas krakowskich uroczystości. Nie łudźmy się, że było to wydarzenie jedynie kondolencyjnie kurtuazyjne. Naiwnością jest przekonanie, że to jedynie odruch serca. To jest twarda polityka, przewidująca różne scenariusze: gdyby jednak się okazało (co jest politycznie nierealne), że są poszlaki wskazujące na terrorystyczną ingerencję - nie ma co liczyć na jakiekolwiek wsparcie Zachodu. Ale przecież wspierać oczywiście chcemy, a nieobecność to przez wulkan. Brak reakcji wobec agresji na Gruzję nie był grzechem zaniechania, nie był wypadkiem przy pracy. Świat jest kolonialnie podzielony jak niegdyś Ameryka między Portugalię i Hiszpanię. Tylko dzisiaj mapy już nie są jawne...

Warto nie ukrywać faktu, że my, maluczcy, mamy tego świadomość...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )