wtorek, 8 czerwca 2010

(G)Łupki, bałtycka rura i racja stanu

Kolejny raz w krótkim czasie wraca jak bumerang sprawa gazu z łupków. Tym razem w formie artykułu Gazety Wyborczej, którego nie mogłaby się powstydzić Gazeta Polska. Jak w większości spraw związanych z Polską i w najróżniejszy sposób rozumianym interesem narodowym mamy kolosalną dawkę dezinformacji. Dezinformacja, do kotła z informacjami prawdziwymi dorzucając absurdalne sprawia, że ludzie zaczynają tracić zainteresowanie daną sprawą, przestając traktować ją serio. Podobnie jest z polskim gazem z łupków, który jest kolejną okazją do robienia z ludzi głupków. Głupka zrobił nawet z kandydata na prezydenta ósmego pod względem liczby ludności i dziewiątego pod względem powierzchni europejskiego kraju, który twierdzi, że gaz ten wydobywa się metodą odkrywkową.

Źródła inne niż sztaby wyborcze podają różne informacje, które albo rozbudzają nadzieje albo wzbudzają pełne politowania kiwanie głowami. Jednak coraz więcej sygnałów wskazuje, że sprawa nie powinna być bagatelizowana. Gazeta Wyborcza między linijkami przemyca informację, że "nad Zatoką Perską zbudowano zakłady skraplania gazu. W zeszłym roku okazało się, że dzięki rosnącemu wydobyciu gazu łupkowego Ameryce nie opłaca się importować LNG." Zatem nie jest to już droga technologia, która jest śpiewem przyszłości, ale już dzisiaj przynosi konkretne wymierne efekty, które nie tylko dają się zamknąć w sensownych liczbach, ale są w stanie zmienić rozkład energetycznych sił na świecie.

Nie chce mi się przytaczać poszczególnych linków, podawać konkretnych liczb. Poprzestanę na ogólnym wrażeniu, bo szczegółowe wyliczenia zrobią lepiej ci, którzy się na tym znają. A wrażenie, że osoby, które zarządzają naszymi aktywami średnio o nie dbają, coraz bardziej zamienia się w pewność. Nikt już nie przykłada dzisiaj należytej uwagi na przykład do bałtyckiej rury. To włoska prasa zwracała uwagę na dziwny zbieg w czasie różnych faktów jak choćby rozpoczęcie budowy tejże rury w cieniu smoleńskiej tragedii. To rosyjscy dysydenci piszą o koncesyjnych przepychankach z polskimi łupkami i zbyt asertywnym trwaniu przy polskich interesach narodowych pewnych osób, których już nie ma. Pisanie o tych sprawach w Polsce od razu stawia autora pod moherową ścianą fatalnych demonów patriotyzmu i polskiej ksenofobii. W tak krytykowanej przez Naomi Klein czy Noam Chomsky'ego Ameryce za wychwytywanie podobnych zależności i powiązań dostaje się Pulitzera.

Bardzo lubimy zwalać polską sytuację i pozycję międzynarodową na rzekome polskie cechy narodowe. Tylko skoro Polacy są tacy beznadziejnie leniwi, zacofani, ksenofobiczni, zamknięci, niechlujni i jacy tam jeszcze, to dlaczego w Anglii mają jedną z lepszych opinii wśród imigrantów? dlaczego uważani są w Europie za Włochów północy (w sensie że tak otwartych i gościnnych)? dlaczego jako jedyni, są zieloną wyspą na czerwonym morzu recesji? Doprawdy nie wiem. ;-)

Naszym rodzimym łupkom pełnym gazu trzeba się przyglądać bardzo uważnie. Bardziej niż uważnie! Wielkim zagrożeniem dla nich jest bowiem grzech zaniedbania. Taki, jaki doprowadził do finalizacji bałtyckiej rury. Geneza tego przedsięwzięcia jest dość dobrze znana, podobnie jak przypadek politycznej korupcji Gerharda Schrödera. Jeśli znowu zostaniemy zepchnięci na margines, to tylko lub aż dlatego, że udało się zdezintegrować struktury administracyjne priwislanskiego kraju. Jak daleko posunięta jest ta dekonstrukcja pokazują działania polskiego państwa po smoleńskiej tragedii.

W pierwszym momencie myślałem tak jak chciała późniejsza rządowa propaganda: kraj działa, państwo funkcjonuje, nie ma żadnych niepokojów, uroczystości zorganizowane bardzo dobrze, instytucje działają, ludzie z godnością skupiają się na przeżywaniu żałoby. Teraz wyraźnie widać, że to była spontaniczna reakcja odpowiedzialnych szarych ludzi, którzy każdy z osobna stawał na głowie, żeby wszystko odbywało się godnie, spokojnie, tak jak należy. Setki urzędników i setki wolontariuszy. Pomimo realnego strukturalnego chaosu polskie zdolności do samoorganizacji w chwili kryzysu znowu pokazały swoją moc. Po zakończeniu żałoby, w trakcie której marszałek sejmu (jak sam stwierdził) starał się jak najszybciej podejmować wszelkie "decyzje, których już nikt nie odwróci", ekipa rządowa stara się aż do dzisiaj przekonać nas, że to zasługa sprawnych struktur, a nie oddanych ludzi.

Gaz z łupków to szansa. Skorzystali z niej Arabowie nawet pomimo brytyjskiej dominacji. Bo o Norwegach wspominać nie trzeba. Zatem nie jest to niemożliwe. Wystarczy odrobinę potrzymać rękę na pulsie i wprowadzić z powrotem do użycia takie pojęcia jak "racja stanu" czy "interes narodowy". Podobnie jak czynią to Niemcy, Amerykanie czy Rosjanie. Inaczej z pieśnią na ustach o spokojnym życiu i powszechnej zgodzie, znajdziemy się w sytuacji Uzbekistanu lub Kazachstanu. Różnica będzie taka, że ich nękają susze, a nas powodzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )