piątek, 30 lipca 2010

Czymże jest demokracja? - w obronie Migalskiego

Bawią mnie wszystkie głosy oburzenia na ostatnie blogowe wykwity Marka Migalskiego. To pokazuje jak głęboko przeorana jest nasza pseudo-demokratyczna świadomość, jak zniszczona została nasza polska tradycyjna skłonność do dyskusji. Owszem, gdzie dwu Polaków tam trzy zdania. Ale być może właśnie dzięki temu nie kupowaliśmy różnych wizji świata, które wiedziały za człowieka lepiej. Być może dlatego właśnie w Polsce znajdowały schronienie zastępy Arian, Żydów i wszelkich innych nowinek światopoglądowych. Dopiero gdy w dyskusje zaczęły się mieszać obce pieniądze i agentura, wtedy zaczęło się wszystko sypać, aż polski Sejm zaakceptował rozbiory.

Dzisiaj mamy świadomość i mentalność przeoraną latami PRL-u tak głęboko, że jest to dla wszystkich przezroczyste. Tacy jesteśmy i trudno. A może jednak nie? Pokutuje ciągle u nas peerelowska doktryna strachu i źle rozumianej lojalności. Ojawia się to tym, że nawet najgłupszy pomysł jesteśmy w stanie łyknąć jeśli jest on rzucony przez przełożonego. Jeśli coś mówi Prezes, PREZES! to to jest święte i niedyskutowalne. Tak jest w polityce, tak jest w pracy, tak jest w życiu.

A w życiu!!! Może warto przywrócić ludziom zdolność do dyskutowania? Przywróćmy odwagę głoszenia poglądów odmiennych tylko w niewielkim stopniu. Przywróćmy ludziom odwagę głoszenia odmiennych poglądów we własnym środowisku. Istniejąca obecnie dwubiegunowa płaszczyzna sporu jest wybitnie sztuczna i bardzo wygodna. Szufladkowanie zwalnia z myślenia, nie trzeba wsłuchiwać się w argumenty, etykieta załatwia sprawę zastępując rozumienie. W PRL-u było: za kim jesteś? za Partią czy za Solidarnością? A dziś są PO-wcy i PiS-iory oraz czerwone SLD-owskie niedobitki. Demokracja nie polega na przyklejaniu adwersarzowi odpowiedniej łatki. Demokracja polega na dochodzeniu do najlepszego rozwiązania w drodze dyskusji. Słuchamy argumentów i albo mamy kontrargumenty albo nie. Niby oczywiste, ale…

Demokracja powinna być w każdym z nas. Wszędzie. W domu, w przedszkolu i w zagrodzie. Demokracja to zastanawianie się, czy bardziej potrzebuję książkę czy dwie paczki papierosów? Czy jeść po raz 10 z rzedu pierogi, czy raczej jakieś warzywa? Przywróćmy sporowi jego normalność i naturalność. Przywróćmy dyskusji jej miejsce. Pogląd, że ze ślepego wpatrywania się w przełożonego wyniknie coś dobrego jest z gruntu fałszywy.

Migalski mierził mnie swoimi kampanijnymi wpisami, które były egzaltowaną infantylną propagandą ocierającą się o kpine z politycznego dyskursu. Jednak mam wrażenie, że Migalskiemu chodzi dziś o coś więcej niż osiągnięcie doraźnego celu. Chodzi o dodanie odwagi niegłupim ludziom do zabrania głosu. Mógł Poncyliusz, może Migalski, mogę i ja! Nie lękajcie się! Miej swoje zdanie, tylko umiej je uzasadnić.

Warto co jakiś czas przypominać hendekalog inteligenta Leszka Kołakowskiego:
http://tygodnik.onet.pl/36,0,30265,hendekalog_inteligenta,artykul.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )