niedziela, 29 sierpnia 2010

Fanatyzm, prawda i konsekwencja

Borusewicz: Walczyliśmy o coś innego, a tu wyszły najgorsze instynkty. Fanatyzm. […] Były oczywiście fanatyczne postawy i w Sierpniu, ale one były spychane na margines.
Redaktor: Mówi pan marszałek o obrońcach krzyża, ale z drugiej strony też są radykalne zachowania. Pewien poseł z Lublina mówi, że byłby szczęśliwy, gdyby w tym roku umarł Jarosław Kaczyński.
Borusewicz: Ale to są głosy indywidualne, których swoja drogą nie pochwalam.”


Warto zwrócić uwagę na to co jest tak naprawdę powiedziane w tym fragmencie rozmowy z Bogdanem Borusewiczem. W stawianym nam za wzór Sierpniu 1980 postawy fanatyczne były spychane na margines. Powinniśmy takie postawy spychać na margines również i dzisiaj. Pewien poseł z Lublina zatem też powinien zostać usunięty na margines jako fanatyczny głos indywidualny, którego autorytet Sierpnia zresztą nie pochwala. To dobrze. To bardzo dobra zapowiedź. Tym bardziej, że fanatyzm wśród kierownictwa rządzącej partii jest prawdziwym zagrożeniem, w przeciwieństwie do fanatyzmu przygodnych przechodniów zatrzymujących się pod pałacem namiestnikowskim. Mam nadzieję że tak jak w Sierpniu 1980 pan marszałek jest równie dobrze poinformowany i teraz.

Jednak kwestia opinii o dominancie społecznego zbiorowiska pod smoleńskim krzyżem pokazuje, że pan marszałek czerpie swoja wiedzę na ten temat z naszych wiodących mediów. Gdyby wybrał się pod krzyż, by wsłuchać się w tą zbiorowość, być może zobaczyłby, że po pierwsze obrońcy krzyża wcale nie stanowią większości, po drugie liczba agresywnych fanatyków nie jest tam wyższa niż w polskim Sejmie. To stawia pod smutnym znakiem zapytania wiarygodność pana marszałka w kwestii marginalizacji fanatyków wśród polskich posłów.

Fanatyzm i najgorsze instynkty nie są cechą tylko jednego posła z Lublina. W wywiadzie opublikowanym w weekendowej Rzepie, Stefan Niesiołowski konstatuje w swoim jakże wyrafinowanym cywilizacyjnie zachodnio-europejskim stylu:

„Klasycznym szkodnikiem jest Jarosław Kaczyński, który od 20 lat w każdej niemal sprawie zajmuje stanowisko destrukcyjne, szkodzące Polsce. [...] Jest klasycznym przykładem człowieka, który nie ma żadnych zahamowań, żadnych zasad, żadnych wahań. Byle tylko dorwać się do władzy. Niewiele takich elementów jest u Palikota.”

Jak wiadomo bycie zastępcą przewodniczącego rządzącej partii nie jest w najmniejszy sposób przejawem dążenia do władzy. Podobnie jak deklaracje założenia własnej partii, czy chełpienie się bliskimi stosunkami z obecnym prezydentem oraz własnym wpływem na politykę rządu Tuska. Dlatego Niesiołowski może z pełną swobodą stwierdzić, bez obawy ośmieszenie i skompromitowanie własnej osoby, że Palikot twierdzący jakoby Lech Kaczyński był pijany na pokładzie samolotu skompromitował się jako polityk:

„Powtarza plotki. A polityk traci uznanie, jeśli powtarza plotki. Zrobiono badanie, wykluczono alkohol. I Palikot się ośmieszył.”

To bardzo cenna uwaga. Zwłaszcza w ustach kogoś kto sam dementuje swoje słowa w tym samym wywiadzie. W jednej chwili bowiem stwierdza Niesiołowski po trzykroć:

Niesiołowski: Generalnie krytyka Lecha Kaczyńskiego była słuszna. Moim zdaniem to najgorszy, oczywiście w demokratycznej Polsce, prezydent. Bo trudno go porównywać do Bieruta.
Subotić: Gorszy niż Aleksander Kwaśniewski?
Niesiołowski: Gorszy, zdecydowanie.
Subotić: Gorszy niż Lech Wałęsa?
Niesiołowski: Oczywiście. Nie ma porównania.”


By za chwilę bez cienia zażenowania zadeklarować:

To jeszcze nie pora, bym dokonywał analizy prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Pozostanę przy swoim zdaniu i tego zdania będę bronił trochę później. Najwcześniej za rok. Żałoba już minęła, ale jednak jest za wcześnie.”

Co więcej, Niesiołowskiemu nie tylko nie przeszkadza zaprzeczanie samemu sobie, ale także nie będzie w najmniejszym stopniu kompromitowało go kłamstwo albo żenujący brak wiedzy. Stwierdza np. o Wawelu:

"Do tej pory była powszechna akceptacja tego miejsca i wszystkich tam pochowanych."

pomijając najwyraźniej kontrowersje choćby z Piłsudskim albo Słowackim. Mówiąc o wojnie polsko-polskiej:

"Pomiędzy ZChN a Unią Wolności nie było wojny domowej, nawet nie było jej pomiędzy AWS a SLD. Taką wojnę wprowadził PiS"

najwyraźniej nie zauważając słynnej deklaracji Andrzeja Wajdy. Inne drobne niekonsekwencje sobie daruję, myślę że widoczny nawet dla przeciętnego laika lapsus w odpowiedzi na niemal każde pytanie jest wystarczająco kompromitujący. Wszak polityk, który powtarza plotki się ośmiesza i traci uznanie. A co się dzieje z politykiem, który kłamie w co drugim zdaniu i przeczy samemu sobie w jednym wywiadzie? Tak, macie rację: walczy z demonicznym fanatyzmem społeczeństwa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )