niedziela, 10 października 2010

Chaos i destabilizacja? Taki jest plan.

"Zespół Parlamentarny Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010r. uzyskał informacje wskazujące, że w kluczowych dla wyjaśnienia tej tragedii sprawach rząd Donalda Tuska dysponuje dowodami podważającymi wersję podawaną do wiadomości opinii publicznej. Dowody te są ukrywane." - napisał Antonii Macierewicz na portalu Niezalezna.pl. Po czym ujawnia część z tych informacji. Oczekiwałbym, że taka publikacja zostanie jakoś sensownie skomentowana przez odpowiednie organa. Sensownie to znaczy albo a) osoby odpowiedzialne za ukrycie tych informacji podadzą sensowne wytłumaczenie takiej decyzji, albo b) zostaną przedstawione inne dowody dyskredytujące i/lub wyjaśniające podane informacje, albo c) zostanie podana informacja, że poseł skłamał, za czym powinno pójść uruchomienie jakiejś procedury sankcyjnej: pozew wobec portalu za oszczerstwo i kłamstwo, oddanie sprawy do Komisji Etyki Poselskiej albo coś w tym guście. Co natomiast mamy w tym przypadku?

Poseł Niesiołowski wysyła Macierewicza do psychologa w celu zbadania jego poczytalności. Zaś minister Sikorski w odpowiedzi na zaproszenie na posiedzenie komisji stwierdza, że zespół "nie może wiążąco wzywać ministrów" i dodał parę słów uzasadnienia: "Wiedząc, że moje słowa zostaną właściwie odczytane, biorąc pod uwagę kapitał sympatii, którą Pana niezmiennie darzę, dodam, że pana działalność w zespole wydaje się przybierać charakter polityczny. W rezultacie rodzi podejrzenia, że służyć będzie nakręcaniu spirali podejrzliwości i uwiarygodnieniu absurdalnych teorii spiskowych raczej, niż obiektywnemu wyjaśnieniu katastrofy. Ze smutkiem stwierdzam, że istnieje możliwość, że ustalenia zespołu nie będą powszechnie odebrane jako całkowicie wiarygodne". Tak. Właściwie odczytujemy Pana słowa, Panie Ministrze. W odpowiedzi na fakty, zamiast kontrfaktów mamy zapoznany już doskonale festiwal oskarżeń, ocen i insynuacji bez cienia uzasadnienia. Znakomicie.

Inny poseł, którego nikt dotąd na badania psychiatryczne nie wysyłał, po czterech miesiącach otrzymał odpowiedź na interpelacje poselskie na które to odpowiedzi regulamin przewiduje maksymalnie trzy tygodnie. W odpowiedzi na proste pytania o oczywiste dosyć fakty, które sprawdzić jest bardzo łatwo, poseł Polaczek dostał od szefa MSWiA Jerzego Millera następującą informację: "Wszystkie istotne kwestie mające związek z okolicznościami katastrofy samolotu Tu-154M o numerze 101 w dniu 10 kwietnia 2010 roku zostaną umieszczone w raporcie końcowym Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, który będzie zawierał również analizy i wypracowane w toku prac badawczych zalecenia profilaktyczne". Świetnie. Mamy albo inwektywy i kpiny, albo brak odpowiedzi. "Powiedziałbym komedia, gdyby rzecz nie dotyczyła tragedii" – skomentował sprawę Polaczek, dodając, że możliwości prawne w zmuszeniu resortu do odpowiedzi "są niewielkie, bo regulamin Sejmu nie przewiduje konsekwencji za brak odpowiedzi, a tak traktuję stanowisko szefa MSWiA".

Zaś w weekendowej Rzepie wywiad z Władimirem Kirijanowem, który nie jest niczym innym jak kolejną prowokacją. Obserwując sytuację międzynarodową można bowiem dostrzec między wierszami, że polsko-rosyjskie pojednanie nie leży w rosyjskim interesie. Nie ma bardziej niebezpiecznej sytuacji niż silna Polska czy inicjatywa Partnerstwa Wschodniego. Sojusz między Polską i Ukrainą, wzmocniony o kraje nadbałtyckie, Słowację i Węgry, a w przyszłości być może i Białoruś, jest ostatnią rzeczą potrzebną coraz bardziej okrążonej i słabej Rosji. Co więcej, inicjatywa ta jest także niebezpieczna dla Niemiec, których pozycja znacznie by spadła. W interesie obu naszych wielkich sąsiadów jest Polska skłócona i podzielona bieżącymi wewnętrznymi sporami, zajęta sobą, nie wychylająca głowy poza własną miedzę. Ukraina, która realizuje mimo wszystko w miarę autonomiczną politykę nie może mieć takiego sprzymierzeńca jak Polska.

Chaotyczna i niestabilna Polska jest potrzebna Rosji z kilku powodów. W relacjach z Niemcami jest uzasadnieniem dla realizacji polityki ponad głową tego chorego narodu. W relacjach z Ukrainą jest uzasadnieniem dla silnego sojuszu z Rosją: Ukraina nie ma czego szukać na Zachodzie, bo tam są ci polscy nieprzewidywalni pieniacze i wariaci. To Rosja jest ostoją stabilności. Dlatego to Polska musi zerwać stosunki z Rosją. Rosja jest otwarta i gotowa na współpracę, a Polska jest głupia i niewdzięczna. Widać to wyraźnie w wywiadzie Kirijanowa i wcale się nie zdziwię, jak do polskich mediów przedostanie się więcej "dowodów" stanowiących poszlaki dla hipotezy zamachu. Spowodowana nimi awantura będzie pretekstem dla marginalizacji Polski jako kraju, który albo nie umie zadbać o swoje, albo po prostu niepotrzebnie się piekli o głupoty. Najlepiej jedno i drugie.

Chaotyczna i niestabilna Polska będzie na rękę również Niemcom, którzy nie będą już mieli żadnych powodów, aby powstrzymywać się przed otwartą współpracą, także polityczną, zarówno z Rosją na wschodzie, jak i z Francją na zachodzie. Katastrofa smoleńska jest wielką tragedią Polski, ale też wielką szansą dla sąsiadów o mocarstwowych ambicjach na wieloletnią neutralizację krnąbrnego, choć równinnego kraju w sercu Europy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )