poniedziałek, 25 października 2010

Co robić? Co robić?

To zadziwiające, jak skuteczna okazuje się dzisiejsza propaganda. Marginalizująca propaganda zniechęcenia. Dzisiaj nie stosuje się już bowiem propagandy aktywizującej do jakiejkolwiek idei. Dzisiaj robi się wszystko by zniechęcić obywatela do jakiejkolwiek aktywności. Aktywny obywatel jest niebezpieczny, w przeciwieństwie do obywatela biernego, sprowadzonego do roli wyrobnika, producenta i konsumenta. W tym żmudnym procesie niezauważalnie rezygnujemy z europejskiej idei indywidualizmu, przeskakujemy dalekowschodnią ideę kolektywizmu i forsujemy leibniz'owską ideę monad, które zamknięte we własnych ogródkach symulują komunikację, za pomocą jednostronnych kanałów konsumpcji pozorów informacji. Zatomizowane jednostki odmawiają przy tym jakiejkolwiek refleksji nad przeżywaną rzeczywistością.

Ludzie w zasadzie zawsze zamykali się w swoich plemiennych światach wyobrażeń, bardzo uważnie pilnując przestrzegania plemiennych reguł. Dzisiaj wobec utraty przez idee baumanowskiej strzałki, wskazującej kierunek rozwoju, wobec mnogości równorzędnych pomysłów i wspólnot, jakakolwiek refleksja stała się czynnikiem bardzo niebezpiecznym dla wewnętrznego poczucia spójności konstrukcji własnej osobowości. Jeśli czasem powiemy nawet coś niemądrego, to mamy tendencję upierania się przy tym stwierdzeniu, żeby we własnych oczach nie stracić narracyjnej ciągłości naszego życia. Jeśli chcemy zachować to poczucie konsekwencji naszych działań, nie możemy dopuszczać jakiejkolwiek analizy, która mogłaby często w dwu zdaniach wykazać brak jakiegokolwiek związku między poszczególnymi elementami światopoglądu. W efekcie nikt już nie przestrzega reguł porządkujących funkcjonowanie plemiennej grupy, bo wszystkie reguły jako równoważne zostały de facto unieważnione. Zaś sprzeczności między zasadami są nonszalancko pomijane. Dawniej nazywano to po prostu głupotą. Dzisiaj w celu zamaskowania głupoty używa się różnych dość oczywistych formuł, które są kupowane jako najwyższe mądrości legitymizujące nawet największe bzdury. "To zależy, jak na to spojrzeć", "świat nie jest czarno-biały", "należy dostrzegać także drugą stronę medalu" itd. itp.

Odczułem też na własnej skórze siłę, z jaką pewne sfery rzeczywistości wtłaczane są w nowe przestrzenie tabu. Jedną z takich przestrzeni niewątpliwie stała się sfera wartości. Ludzie chronią się przed atakiem alogicznego nonsensu poprzez ucieczkę od tematu. Jeśli ktoś zaczyna mówić o wartościach - nie jest przy tym istotne jakich - to momentalnie jest nokautowany zamykającymi wszelką dyskusję konstatacjami w stylu: "nie, znowu o krzyżu?" albo "nie mam ochoty rozmawiać o polityce", czy też "jasne, Kaczyński jest bogiem i na tym skończmy". Nie jest przy tym istotne, czy zaczyna się rozmowę od jakiegoś polityka, czy od wydarzeń historycznych, czy też od jakiegokolwiek innego tematu, dotykającego nawet w subtelny sposób sfery wartości. Ostatnio przydarzyło mi się to, gdy chciałem, nawiązując do Kołakowskiego, pogadać o poważnym traktowaniu zasad demokracji.

W konsekwencji zniszczenia tej pierwotnej potrzeby zachowania światopoglądowej spójności, czy też raczej wobec zniszczenia narzędzi umożliwiających rozpoznanie braku tejże spójności, przestają dziwić głosy sytuujące np. sprawstwo zbrodni w jej ofierze. Nikogo nie obchodzi, kto zaczął, bo trzeba przecież myśleć o przyszłości. Poza tym, teraz już przecież i tak nie dojdziemy do tego, kto zaczął, więc nie ma sensu się kłócić, bo to zgoda buduje. Z tego właśnie powodu nie ma sensu nauczanie historii w szkołach, nie ma sensu dochodzenie przyczyn katastrofy smoleńskiej, nie ma sensu dopatrywanie się związków między słowami polityków, a czynami szaleńców. Związki bowiem nie istnieją! Istnieją tylko producenci i konsumenci. Drogi, pozwalające dojechać do pracy. Zdrowa żywność pozwalająca dłużej pracować i/lub dłużej cieszyć się życiem. To jest przecież istotne, a nie jakieś pseudofilozoficzne dyrdymały.

Pisałem już o kulturowych tendencjach do zamykania (się) w gettach. To są procesy, nad którymi już nikt zdaje się nie panować. Brak świadomości czy celowe działanie - nie ma to już znaczenia wobec rozpędzonego pociągu ideologicznych walców. Niestety nie zmienimy rzeczywistości deklaracjami łódzkimi. Nie zmienimy rzeczywistości składaniem kwiatów przez prezydenta, premiera, marszałka. Jedyną szansą zmiany, czy też raczej ocalenia resztek rozumu, jest wewnętrzna walka o zachowanie samodzielności myślenia każdego z nas z osobna. Przetrwanie umiejętności stosowania zasad logiki w myśleniu i umiejętności rozpoznawania absurdów. Brak zaufania do plotek i poleganie na własnych ocenach. Czy ufamy pani spod magla? Media trzeba traktować z jeszcze mniejszym zaufaniem. Przekupka na bazarze rozprzestrzenia plotki z reguły w dobrej wierze: po prostu przekazuje to co usłyszała. Media realizują niestety określoną spójną strategię. Warto przy tym także pamiętać, że media to jednak coś więcej niż zbieranina dziennikarzy. Dziennikarze są ludźmi, media są instytucją. Dlatego należy sprawdzać sprawozdania i nie ufać tym ludziom, którzy choć raz skłamali, a będąc nakrytym na kłamstwie nie chcieli się z niego wycofać. To są żołnierze. Wśród dziennikarzy należy jednak dostrzegać także osoby. Tworzyć sieci osób godnych zaufania. Starać się przetrwać ten czas światopoglądowego zamętu, w którym całe ubranie wywinięte jest na lewą stronę.

Trzeba być gotowym. Przyjdzie pora, to osoby z działającym kompasem wskażą drogę...

4 komentarze:

  1. no, ciekawe... "dziennikarze są ludźmi, media...."
    "Tworzyć sieć osób godnych zaufania.."
    Mistrzu? Przecie, ze to sympatyczne - ale tylko nowe getto proponujesz!
    Kom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie Mariusz. Getto to zamykanie określonych grup. Sieć osób godnych zaufania to raczej grupa osób, którym ufam. To się nazywa sieć przyjaciół ;-) Tylko po okresie przyjaźni polsko-inostrannej jakoś to się tak źle kojarzy. Getto jest złe, bo instytucja zamyka Cibie jako przedstawiciela pewnej grupy. Sieć zaufania to moja indywidualna decyzja, komu ufam a komu nie - mam do tego pełne prawo. Podobnie jak zaufać komuś, komu ufa osoba, której ja ufam. To jest sytuacja indywidualnego korzystania z wolności, a nie ograniczanie wolności innego.

    Cała sztuka polega na właściwym zdefiniowaniu granic wolności poszczególnych aktorów. Gdyby to było jasne, proste i przyjemne nie istniałoby pojęcie etyki i moralności. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z największym zainteresowaniem przeczytam pańską listę osób godnych zaufania.Rzecz jasna,nie całą,
    wystarczy parę nazwisk.Zrewanżuję się swoimi typami.Jak w aforyzmie:"pokaż mi swoich przyjaciół,a powiem Ci kim jesteś".

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze to ja generalnie ufam ludziom. Niektórzy tylko tracą moje zaufanie z czasem. Inni traktowani są z chłodnym dystansem. Dlatego łatwiej mi wymienić tych, którym nie wierzę w ani jedno słowo. Zaś z tych, do których można mieć zaufanie to mogę wymienić jedynie Wildsteina.

    Co do Pańskiej listy to na wiele nie liczę skoro nie może Pan podać nawet własnego imienia ;-))))

    OdpowiedzUsuń

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )