poniedziałek, 22 listopada 2010

Brak wyboru - polemika z Mazurkiem

Redaktor Mazurek w tekście zamieszczonym na wPolityce.pl przekonuje nas, że nie głosował, bo tak naprawdę nie miał na kogo. HGW mu nie pasuje na prezydenta Stolicy, bo jest po prostu kiepska, a CzB mu nie pasuje, bo jego legendarna inteligencja jest wprost proporcjonalna do miłości własnej, która sprawia, że kandydat na każdym kroku pokazuje, że robi wyborcom łaskę wystawiając swoją kandydaturę. Nie mam zamiaru polemizować z powodami braku głosu redaktora Mazurka, bo jest on jednostką autonomiczną i są one dla niego wystarczające, by podjąć taką a nie inna decyzję. Chciałbym tylko odnieść się do metody okazania tego niezadowolenia polityczną ofertą.

Tak jak rozprawia się o kontrskuteczności pewnego rodzaju działań różnych polityków, tak samo powinniśmy się zastanowić nad skutecznością komunikowania określonych postaw przez wyborców. Czy określone działania rzeczywiście przynoszą zamierzony efekt? Absencja wyborcza w przypadku redaktora Mazurka podyktowana jest pewna motywacją, którą podziela dość liczna grupa wyborców. Tą motywacją jest brak zgody na aktualną ofertę polityczną. Brak zgody na jakość aktualnych polityków. Oraz niechęć do wybierania tzw. mniejszego zła.

Pytanie, czy brak udziału w czynności głosowania podyktowany powyższymi motywacjami jest jedynie zaspokojeniem wewnętrznej potrzeby zgody z własnymi przekonaniami? Po co w takim razie redaktor dzieli się swoimi przemyśleniami na łamach prasy? W jakim celu tłumaczy swoje odczucia i motywacje na temat aktualnej sytuacji, która popycha go takiego, a nie innego wyboru? Czyż nie po to, aby dać wyraz tej swojej, wcale przecież nie obojętnej, postawie? Aby pokazać, że jego absencja nie jest podyktowana brakiem zainteresowania sprawami publicznymi, ale własnie głębokim przejęciem sprawami publicznymi? Czy gdyby nie miał dostępu do mediów, miałby jakąkolwiek szansę osiągnąć ten komunikacyjny cel? Nie sądzę.

Komentatorzy polityczni i sami politycy dużo częściej skłaniają się do innej interpretacji wyborczej absencji. Wkładają niegłosujących wyborców do pojęciowego worka ludzi niezainteresowanych polityką i sprawami publicznymi. Ponad połowa niegłosujących wyborców jest przyczynkiem do dyskusji o braku obywatelskich postaw, o niedorozwoju społeczeństwa obywatelskiego, o niedojrzałości polskiej demokracji itd. Połowa wyborców pozostających w domach jest podstawą do spokojnego snu polityków, którzy przekonali do siebie, skupionych w neoplemiennych wspólnotach, zwolenników, których mieli przekonać; a tych niegłosujących nie ma sensu przekonywać, bo oni i tak z domu przecież nie wyjdą, bo maja politykę i wszystko inne w głębokim poważaniu. Komentatorzy i politycy nie widzą różnicy między niegłosującymi z powodów ideologicznych (brak zgody na status quo), a niegłosującymi z powodu braku zainteresowania.

Instytucja nieważnego głosu daje nam możliwość dość jednoznacznego pokazania tej różnicy. Nieważny głos umożliwiłby odróżnienie mazurkowego braku zgody i zmierzenie popularności tej postawy. Jednak będzie to sposób skuteczny pod dwoma warunkami: po pierwsze frekwencja będzie znacząco wyższa, po drugie odsetek nieważnych głosów będzie zauważalny. Żeby osiągnąć taki rezultat, trzeba uświadomić tych niegłosujących wyborców o wartości informacyjnej nieważnego głosu.

Czy warto wprowadzać w ogóle takie rozróżnienie? Potrzeba wytłumaczenia swojej decyzji przez redaktora Mazurka i setki innych wyborców w różnych okolicznościach udowadnia, że warto. Zastanówmy się przez chwilę, jak by to wyglądało, gdyby frekwencja wyborcza wynosiła nie 40% ale np. 70% i odsetek nieważnych głosów wyniósł by 30%? Czy ktokolwiek mógłby wtedy powiedzieć na głos, że społeczeństwo jest bierne, że ludzi nic nie obchodzi? Czy ktokolwiek mógłby zarzucić redaktorowi Mazurkowi, że opowiada bajki, a tak naprawdę to nie poszedł na wybory, bo zasiedział się na działce i wolał dopalić grilla? Zastanówmy się, jakie argumenty mielibyśmy komunikując w ten sposób politykom brak zgody na obecną formę uprawiania polityki. Czy Tusk dalej bez żenady perorowałby o sukcesie polityki miłości? Czy Kaczyński dalej byłby tak pewny skuteczności konfrontacyjnej polityki kadrowej? A sensowni kandydaci dalej nie chcieliby, jak obecnie, kandydować nie wierząc w wyborczy sukces lub nie chcąc się ośmieszyć wyborczą porażką?

Ja w każdych wyborach głosuję "na kogoś" (w odróżnieniu od głosowania "przeciwko komuś"), jednak uważam, że warto, by nieobojętni na sprawy publiczne, lecz niegłosujący wyborcy zdawali sobie sprawę, że brak głosu o niczym nie informuje, jest kompletnie nieczytelnym komunikatem. Głosując zaś nieważnym głosem  są w stanie przekazać informację, która komunikuje motywacje opisane przez redaktora Mazurka.

Więcej informacji na temat nieważnego głosu można przeczytać na stronie: http://brakwyboru.blogspot.com

1 komentarz:

  1. 70% frekwencji z 30% głosów nieważnych? Zbyt piękne aby było realne, panie Igorze... Aczkolwiek życzę i sobie, i wszystkim takiej formy wyrażania niezadowolenia z polskiej polityki.

    Może pisanie o tym przyczyni się do poprawy stanu rzeczy. Chociaż w dzisiejszych czasach to prawdopodobnie trzeba by o tym nakręcić film :(

    OdpowiedzUsuń

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )