poniedziałek, 8 listopada 2010

Nie ma Państwa - mówi poseł Polaczek

Jerzy Polaczek, poseł na Sejm Rzeczypospolitej mówi otwarcie w dzisiejszym Salonie Politycznym w Trójce: Nie ma Państwa. I co? I nic. Gdyby to była nieprawda, wszyscy powinni już dawno odsądzać Posła od czci i wiary. Ale nie, problemem głównym w Polsce jest zakładanie nowej partii przez Kluzik-Rostkowską. A że jest to prawda, udowadniają liczne czyny ekipy rządzącej, rezygnującej z kolejnych sfer autonomii, dodatkowo wzmacniane różnymi wypowiedziami, które otwarcie przyznają: zdrowy rozsądek, prawdę, rzetelność i uczciwość mamy w głębokim poważaniu. Przykładem jest choćby sposób odpowiedzi na interpelacje poselskie Jerzego Polaczka, czy reakcja ministra Millera na fakt wybijania okien we wraku Tupolewa.

Dzisiaj nasza pozycja międzynarodowa leży w gruzach, nikt nie ma zamiaru się z nami liczyć w sytuacji, gdy Polska dobrowolnie zrezygnowała z jakiegokolwiek zabiegania o kontrolę nad postępowaniem dotyczącym najważniejszych osób w państwie. Skoro wysyłamy jasny komunikat, że nie zależy nam na kontrolowaniu naszych spraw, to dlaczego ma się z nami liczyć ktokolwiek? Działaniami po smoleńskiej katastrofie nasze władze sprowadziły nas do roli pośledniejszej niż Białoruś. De facto zlikwidowały polskie Państwo. Nie dajmy się zwieźć stroną formalną. Nikt w Europie nie może sobie pozwolić na formalna likwidację, przykład Grecji pokazuje, jak ważne jest podtrzymanie mitu stabilności i trwałości państwa. Za podtrzymanie tego mitu Europa gotowa zapłacić jest bardzo wysoka cenę. Jednak formalne istnienie a realna podmiotowość bytu - to dwie różne sprawy.

W pierwszym momencie po dramacie kwietniowym myślałem tak jak chciała późniejsza rządowa propaganda: kraj działa, państwo funkcjonuje, nie ma żadnych niepokojów, uroczystości zorganizowane bardzo dobrze, instytucje Państwa działają, ludzie z godnością skupiają się na przeżywaniu żałoby. Teraz wyraźnie widać, że to była spontaniczna reakcja odpowiedzialnych szarych ludzi, z których każdy z osobna stawał na głowie, żeby wszystko odbywało się godnie, spokojnie, tak jak należy. Setki urzędników i setki wolontariuszy. Pomimo realnego strukturalnego chaosu polskie zdolności do samoorganizacji w chwili kryzysu znowu pokazały swoją moc. Po zakończeniu żałoby, w trakcie której marszałek sejmu (jak sam stwierdził) starał się jak najszybciej podejmować wszelkie "decyzje, których już nikt nie odwróci", ekipa rządowa stara się aż do dzisiaj przekonać nas, że to zasługa sprawnych struktur, a nie oddanych ludzi.

Tymczasem jesteśmy jesiennym liściem w oku gospodarczego cyklonu. Nie nasze decyzje sprawią, że drugie uderzenie kryzysu będzie znacznie silniejsze. Nie robimy nic, by choć trochę zneutralizować skutki nadchodzącej zawieruchy. I widać wyraźnie, że nie jest to efekt zaniedbania, tylko efekt racjonalnego i planowego działania. Dlatego nie spodziewajmy się, że ktoś poświęci więcej, niż jest to niezbędne ze względów na tworzenie alibi, uwagi na funkcjonowanie państwowych struktur, na konsekwencje polityczno-gospodarcze bałtyckiej rury, albo na szczegóły umowy gazowej. Tematem najważniejszym będą konflikty w partii opozycyjnej. A gdy jej zabraknie, najważniejszym problemem kraju będzie kolor wibratora w sypialni jakiegoś lubelskiego polityka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )