wtorek, 21 grudnia 2010

Jaka Białoruś jest potrzebna Polsce?

„To, co ostatnio Polska zrobiła dla Białorusi, warte jest każdych pieniędzy” - stwierdził Łukaszenka podczas powyborczej konferencji prasowej w Mińsku. Zdaniem Łukaszenki, "Polska zrozumiała, co to jest Białoruś i dlaczego Białoruś potrzebna jest Polsce. Jestem przekonany, że jeśli Polska będzie prowadziła taką politykę, jak przez ostatnie trzy miesiące, to czeka nas świetlana przyszłość i będą tylko pozytywne efekty tej współpracy". Taką informację podał wczoraj portal Gazeta.pl.

Ta wypowiedź Łukaszenki rzuca ciekawe światło na geopolityczną układankę, którą swego czasu opisywałem tutaj. Po ataku na Gruzję następnym idealnym kandydatem rosyjskiej agresji mogłaby być właśnie Białoruś. Dyktator zerwał się bowiem z uwięzi i wierzga. Rosja zamiast przybliżać się do Zachodu ma kolejne państwo buforowe, które musi dyscyplinować poprzez dywersyfikację kanałów dostaw surowców energetycznych. Jednak realny atak jest z różnych względów kompletnie nieopłacalny. Poza oczywistymi kosztami politycznymi dodatkowym argumentem jest białoruska armia, która nie ma wiele wspólnego z praktycznie nieistniejącą armią gruzińską.

Co można w tej sytuacji zrobić? Rosjanie od dłuższego czasu poszukują zastępstwa dla Łukaszenki i mają z tym spory problem. Dyktator okazał się być niezwykle skuteczny w anihilacji jakiejkolwiek realnej opozycji. Jak trzeba to zdelegalizuje, jak trzeba to podzieli, a jak trzeba to i przywali, jak zrobił to ostatnio tuż po wyborach. Kłopot z zaistnieniem charyzmatycznego opozycjonisty ma nie tylko Zachód. Rosja natomiast wie, że jakikolwiek białoruski kandydat, wobec gospodarczego uzależnienia, zmuszony będzie do współpracy z Rosją.

Czas gra na niekorzyść Rosji, która zdaje sobie sprawę, że Zachód zwęszył pismo nosem i będzie próbował wykorzystać ochłodzenie miedzy Mińskiem i Moskwą do stworzenia gospodarczych nitek wiążących struktury w tym kierunku. Stąd taka a nie inna polityka wobec Łukaszenki, którego wschodni konflikt stwarza szansę na przejęcie inicjatywy. Stąd ucięcie realnej pomocy finansowej dla sił opozycyjnych.

Mińskie rozruchy stawiają właśnie Zachód w niezręcznej sytuacji, w której nie może on nie zareagować. Cała polityka zbliżenia Białorusi z UE staje pod znakiem zapytania. Słowa Łukaszenki na konferencji prasowej zdają się sugerować, że za ewentualnym kolorowym miasteczkiem mogły stać siły moskiewskie, a zachodnie zbliżenie leży jak najbardziej w sferze jego zainteresowań, ambicji i możliwości.

1 komentarz:

  1. Nie wiem kto namówił demonstrantów do szturmowania budynków rządowych - zarobią na tym jedynie Chińczycy. To Chinom właśnie zależy na jak najdłuższym izolowaniu Białorusi od Rosji i EU. W tym czasie zainwestują kolejne miliardy dolarów, udzielą kolejnych miliardowych kredytów, okrzepną, umocnią przyczółki i zostaną na Białorusi na zawsze. Nie będzie już czego prywatyzować, to i "demokracja" nikogo z Zachodu interesować nie będzie. Rosja znajdzie się w żółtym okrążeniu. Stracą wszyscy, i to przez paru podpuszczonych krzykaczy. Witek G.

    OdpowiedzUsuń

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )