środa, 22 grudnia 2010

Wyborczy fałsz i obłuda

Cuda w komisji wyborczej nr 208 na warszawskiej Ochocie skutecznie niszczą zaufanie do Państwa, którego mechanizmy kontrolne nie zabezpieczają obywateli przed nadużyciami. Tylko głupota członków komisji umożliwiła zdemaskowanie procederu, co do którego nie można mieć pewności czy nie jest masowy.

Wczorajszy wieczór przyniósł arcyciekawą informację na portalu niezależna.pl. Sprawa jest już komentowana przez Blogerów, aczkolwiek wątpię, aby znalazła się w głównym medialnym obiegu. Chodzi o przypadek kandydatki PiS do Rady Dzielnicy Ochota, Aleksandry Jaroszkiewicz. Po podliczeniu głosów okazało się, że na nią głosowało zero wyborców, choć powinien być odnotowany przynajmniej jej jeden głos, który oddała na samą siebie. Po ponownym sprawdzeniu głosów przez Sąd Okręgowy w Warszawie okazało się, że kandydatka otrzymała nie zero, a dziewiętnaście ważnych głosów.

Ja rozumiem, że można się "pomylić", ale podawanie wyniku 0 przy faktycznie oddanych 19 głosach??? Ja rozumiem, że te wszystkie zdania o fałszerstwach to przejaw moherowej paranoi, ja rozumiem, że Begierowej udowodnili fałszowanie podpisów, więc „takie rzeczy się zdarzają wszędzie”. Ja wszystko rozumiem, ale jaka musi być atmosfera, że członkowie Komisji Wyborczej, osoby zaufania publicznego, nie liczą się już nawet z pozorami i kasują 19 głosów wpisując jako wynik 0 (zero)! Tylko dzięki swojej głupocie wpadli. To jedyny plus tej sytuacji.

Jakie są rzeczywiste wyniki tych wyborów? Odpowiedzią mogłoby być jedynie ponowne przeliczenie wszystkich głosów przez zewnętrznych obserwatorów. A to jak wiemy jest technicznie mało wykonalne. Co robili w czasie liczenia głosów mężowie zaufania? Dlaczego nie zadziałała krzyżowa kontrola członków Komisji, którzy powinni być przecież z różnych ugrupowań. Medialne szczucie przynosi realne efekty w postaci konformizmu nawet pisowskich członków komisji? „Bo wyniku wyborów przecież to nie zmieni”, tak? To dlaczego powtarzamy sobie, że każdy głos jest ważny? I nie chodzi tu o ugrupowanie poszkodowanej - gdyby dotyczyło to kandydata PO - mój komentarz i reakcja byłyby identyczne.

Była jakiś czas temu mowa o znaczeniu nieważnych głosów, jako formy protestu obywatela na tyle aktywnego, by poszedł do urny i na tyle niezadowolonego, że skreśla przy urnie wszystkich. Są głosy, że jest to furtka do fałszerstw wyborczych, bo łatwo jest unieważnić czyjś głos. Ten przykład pokazuje że nie trzeba nic unieważniać, skoro mechanizmy kontrolne w trakcie najważniejszego momentu, czyli liczenia głosów zawodzą do tego stopnia, że nikt się nie przejmuje aż tak jawnym komisyjnym kłamstwem jak podanie 0 zamiast 19 głosów na danego kandydata. Co stoi w takiej sytuacji na przeszkodzie podanie 190 zamiast 19? Albo odwrotnie. Zawsze można przecież się tłumaczyć, że w zmęczeniu nie wpisałem zera.

To, co umożliwia wyborcze fałszerstwa - niekoniecznie w drodze odgórnej dyrektywy, ale np. w postaci silnej osobowości w wyborczej komisji, która przekona resztę, że 19 głosów w tą czy w tamtą nie ma znaczenia, „bo wyniku wyborów to nie zmieni” - to jest społeczne przyzwolenie na kłamstwo. W sytuacji gdy wszędzie słyszymy, że 20 stopni mrozu to jest odwilż, że rosnące lawinowo zadłużenie Państwa to sukces liberalnej gospodarki, że „Polska po raz pierwszy od wielu dekad jest graczem, a nie pionkiem w stosunkach międzynarodowych”, to naprawdę te 19 głosów może nie mieć najmniejszego znaczenia. Jeśli jednak nie chcemy bujać w obłokach tylko stąpać realnie po realnej ziemi, to nie możemy godzić się na niewydawanie reszty z powodu braku drobnych w kasie. Nie możemy godzić się na oddanie kluczyków do samochodu bandycie i przyjąć do wiadomości, że on tylko pożyczył na chwilę.

Kolejny raz w trakcie aktualnych rządów zaufanie do Państwa zostało podkopane. Bardzo poważnie.

2 komentarze:

  1. "(...)Dlaczego nie zadziałała krzyżowa kontrola członków Komisji(...)" to nie są żadni członkowie z ugrupowań a przygodne osoby, które akurat miały jakiegoś znajomka blisko łba danego ugrupowania i dostały szansę zarobić parę groszy. Najczęściej na zasadzie: "Halinka, twoja córa ma już 18 lat? Bo jest szansa, że za nocną posiadówkę parę złotych jej wpadnie. Potrzebujemy kogoś kto będzie siedział w komisji bo wstyd, żeby nikogo od nas nie było a naszym się nie chce po nocy głosy liczyć."

    OdpowiedzUsuń
  2. To ciekawe, zgłosiłem to info na Alert24 - odpowiedzieli, że "tekst na ten temat został już opublikowany na gazeta.pl" - ale szukam i nie mogę znaleźć ;-))))

    OdpowiedzUsuń

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )