niedziela, 14 marca 2010

Korporacjonizm klasy politycznej

Przeglądałem właśnie zaległy dodatek Europa do Newsweeka i trafiłem na krótki fragment nieciekawego skądinąd tekstu Wiesława Chrzanowskiego, który idealnie opisuje to co każdy z nas widzi, choć nie wie jak to opisać ;-) Zatem nie przedłużając cytuję:

Dziś polska klasa polityczna tworzy swoistą korporację. Robi to wbrew własnym zapewnieniom o konieczności rozbijania zamkniętych korporacji zawodowych. Ustawa o finansowaniu partii blokuje bowiem możliwość przebicia się jakiejkolwiek siły pozaparlamentarnej. Jednocześnie PO i PiS nie chcą zaostrzać konfliktu między sobą i ograniczają się do PR-owskiego spektaklu, żeby nie destabilizować obecnego systemu, w którym dominują. Gwałtowna konfrontacja zawsze grozi utratą kontroli nad biegiem wydarzeń. Mogą wtedy zaistnieć nowe siły, które zdobędą realne poparcie społeczne. [...] Przypomina to obraz demokracji, jaki w latach 60. XX wieku lansował m.in. Seymour Martin Lipset. Zdaniem Lipseta mała frekwencja w wyborach jest objawem zdrowia demokracji, z kolei duża świadczy o wzburzeniu ideologicznym społeczeństwa. Takie wzburzenie grozi dojściem do władzy kogoś pokroju Hitlera oraz wyrżnięciem znacznej części klasy politycznej. Stąd wniosek: najlepiej jest wtedy, gdy w grze uczestniczą ci, którzy się znają i nie wyrządzą sobie nawzajem krzywdy. Polityczne zobojętnienie społeczeństwa leży więc w interesie obecnej polskiej elity.

Zatem drodzy Państwo, jakie jest wyjście z tej sytuacji? Od jakiegoś już czasu pojawiają się głosy nawołujące do pewnego rozwiązania. Jego skuteczność nie jest czytelna może na pierwszy rzut oka, ale przy bliższym przyjżeniu się pomysł tylko zyskuje. Należy dążyć do jak najwyższej frekwencji. Należy uświadomić klasie politycznej, że niska frekwencja nie jest objawem zdrowia polskiej demokracji. Należy uświadomić ludziom, że nie chodząc na wybory nie okazują w czytelny sposób swojego niezadowolenia.

Należy zachęcać wszystkich zniechęconych do oddania w wyborach nieważnego głosu!

Trzeba rozpocząć wielką oddolną akcję propagującą tę formę protestu. Pewnie i tak nie zmieni to niczego wśród obecnej klasy politycznej, może nieco osłabi ich poczucie samozadowolenia. Na pewno umożliwi osobom chętnym do aktywizacjipoliczenie się i przekonanie o skali faktycznego społecznego sprzeciwu. W przyszłości będę powracał do tego tematu pewnie nie raz, dlatego krytykujcie pomysł ile wlezie, niech argumenty zetrą w pył wątpliwości ;-)