niedziela, 23 stycznia 2011

Kaczyński spiskuje z Rosjanami

Czy regionalizacja Polski wzmacnia jej siłę? Czy Ruch Autonomii Śląska i jego separatystyczne hasła są czynnikiem wspierającym poczucie jedności i solidarności wszystkich Polaków? Czy zgoda na separatystyczne postulaty jest tą zgodą, która buduje? Odpowiedź na te wszystkie pytania jest twierdząca!

Jak pamiętamy z historii, wojna secesyjna między bogatym południem i wolną północą była czynnikiem niezwykle więziotwórczym i prorozwojowym dla gospodarki Stanów Zjednoczonych. Podobnie jak separatystyczne ruchy Basków i Irlandczyków pozwalały utrzymać w gotowości bojowej siły porządkowe Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Protestujący dzisiaj Belgowie radują się w istocie z pozornej przeszkody w utworzeniu rządu, jaką jest konflikt między Flamandami i frankofonami. Swoją radość demonstrują między innymi poprzez publiczne deklaracje rezygnacji z golenia zarostu do czasu utworzenia rządu.

Tylko regionalizacja i rozbicie dzielnicowe pozwoli nam skutecznie walczyć z pisowskimi spiskami, z dogadywaniem się ponad głowami Polaków takiego Kaczyńskiego z Putinem. Dla każdego myślącego bowiem obywatela jasne jest jak słońce, że te wszystkie żądania prawdy są tak naprawdę obliczone na osłabienie polskiej pozycji międzynarodowej, którą tak wzmocniło oddanie Rosjanom śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Absurd? Nieprawda! Musimy zrezygnować z dotychczasowych tradycyjnych pojęć. Czasy się zmieniają i oceny różnych zjawisk także. Informację o spiskowaniu Kaczyńskiego z Putinem powiedział wprost doradca Prezydenta Polski profesor historii Tomasz Nałęcz, a także poseł PSL Stanisław Żelichowski. Cóż nam pozostaje wobec takich autorytetów, jak nie z pokorą spuścić głowę i przyznać się do własnej pomyłki w ocenie sytuacji?

W tym kontekście powinniśmy poprzeć, najlepiej poprzez organizację podobnych wieców, formułowane przez niektóre siły na Ukrainie, żądania oderwania od Polski ziem rdzennie Ukraińskich. Są to między innymi Nadsanie, Chełmszczyzna i Podlasie. Oderwanie ich od Polski i przyłączenie ich do jakiś innych tworów państwowych niewątpliwie wzmocni pozycję Polski na arenie międzynarodowej i będzie światłym wzorem pokojowej drogi zrównoważonego rozwoju i godnej naśladowania zgody budującej międzynarodowe mosty. Nie możemy dać się zwieźć prowokatorom, gdyż jakiekolwiek głosy przeciwne będą przejawem współdziałania ich autorów z wrogimi służbami Rosji, a może i Chin, które zrobią wszystko, aby poróżnić Polaków i doprowadzić do upadku ich niezaprzeczalny aktualny autorytet.

Od jakiegoś czasu pojawiają się głosy, że powinno się wydzielić z województwa mazowieckiego teren miasta stołecznego Warszawy. Województwo mazowieckie z wyłączeniem Warszawy jest bowiem jednym z najbiedniejszych województw w Polsce i w sytuacji gdy bogata Warszawa zawyża wszystkie wskaźniki województwo to nie może liczyć na unijną pomoc obliczona na wyrównywanie poziomów. Ta zadufana i zapatrzona w siebie Warszawa zastanawia się i szuka sposobu, jak udrożnić systemy pomocy, by skierować strumień pieniędzy na biedną mazowiecką prowincję. Istnieją też programy obliczone na rozwój Polski Wschodniej mające na celu wyrównanie poziomów życia, które ciągną się jeszcze od czasów zaborów. Polska jest wyjątkowa w skali Europy jeśli chodzi o jednorodność narodowościową, a postponowana nieustannie Solidarność narodowa sprawia, że góral czy Kaszub tak samo myślą o Polsce jako nierozerwalnej całości.

Jacy opisani wyżej ludzie są zacofani! Górale i Kaszubi najwyraźniej nie zauważyli tego momentu, w którym poczucie przynależności do jednego narodu, pomimo nawet sporej językowej odrębności, stało się passe. Ze Ślązakiem każdy się dogada, ale nie każdy wie, że ich separatystyczne dążenia i akcentowanie odrębności narodowej tak naprawdę wzmacniają nasz naród i służą budowaniu wzajemnego zaufania, szacunku i solidarności między regionami. Nie jakaś tam przestarzała pomoc, budowanie mechanizmów i instytucji wsparcia. Separatystyczny regionalizm – oto co jest aktualnie najskuteczniejszym czynnikiem budowy lepszego świata.

A każdy kto nazwie mówiących głośno takie poglądy doradców prezydenta, jak i samego prezydenta, zdrajcą – ten na pewno spiskuje z Rosjanami!

4 komentarze:

  1. No, pojechałeś Waść po bandzie, jak mawia dzisiejsza młodzież, przyszłość narodu. I się zapędziłeś, cokolwiek albo i znacznie dalej. Bo, niezależnie od dość oczywistej oceny „sPiSkowania wg pana profesora Nałęcza” itp. retoryki, wcale nie jest oczywiste, że państwo unitarne, scentralizowane jest silniejsze i sprawniejsze od państwa regionalnego, a nawet federalnego. Ani to, że regionalizacja zagraża świadomości i solidarności narodowej.

    Regionalizm i separatyzm to nie jest to samo. IRA czy ETA (by pozostać przy Twoich przykładach )nie dążyły do decentralizacji istniejącego państwa, ale do secesji i utworzenia nowego, także scentralizowanego państwa. Tam, gdzie ruchy tego rodzaju osiągają sukces (jak w Irlandii) tworzą na ogół państwa mało demokratyczne i mało sympatyczne. Zaś np. Hiszpanii przebudowa z państwa unitarnego w zrzeszenie autonomicznych prowincji (prawie federację) wyszła zdecydowanie na dobre. Warto też wspomnieć Rzeszę Niemiecką, która państwem unitarnym była tylko jedenaście lat z tysiąca i nie były to najlepsze lata jej historii, najoględniej mówiąc.

    Ruch Autonomii Śląska powstał jako reakcja na dziesięciolecia marginalizacji Górnego Śląska w państwie polskim. I oczywiście nie można się zgodzić na hasła odłączenia Śląska od Polski (o tyle zresztą nierealnego, że sprzecznego z obowiązującymi od pół wieku zasadami ładu międzynarodowego w Europie), ani nawet – na ustanowienie autonomii samego Śląska (bo ryzykowne jest nadawanie jednemu regionowi statusu innego, niż wszystkim pozostałym). Ale postulat dalszego rozszerzenia samorządu wojewódzkiego, prowadzącego do regionalizacji Polski (i zaspokajającego umiarkowaną wersję postulatów RAŚ), jest godny dyskusji.

    Narody nie postały raz i na zawsze. Polska więź narodowa zachwiała się w czasach komunizmu, a odbudowywać ją przyszło nam w czasach, gdy w całej Europie ożywają tożsamości lokalne (czasem etniczne, czasem tylko regionalne), wcześniej przytłumione przez scentralizowane państwa, zwane narodowymi. Dość spojrzeć na wykaz wersji Wikipedii, by zobaczyć, jak zaskakujące są procesy odrodzeńcze niektórych języków. To po części reakcja na wcześniejsze, często przymusowe „unarodowienie”, po części – na globalizację, przed którą instynktownie uciekamy w tworzenie małych wspólnot. To, że dziś Kaszubi (którzy nigdy nie byli jednomyślni w poczuciu przynależności do narodu polskiego) czy Ślązacy odtwarzają własną, lokalną tożsamość, wpisuje się w ten trend. Czy w Polsce te tendencje mogą doprowadzić do powstania poważnych ruchów separatystycznych – wątpię. Przynajmniej dopóki główne państwa europejskie traktują separatyzm jako zagrożenie (zwłaszcza Francja, w której istnieje popierane przez rząd towarzystwo do walki z różnicami dialektycznymi, przede wszystkim – z próbami odradzania języka prowansalskiego).

    I na zakończenie: nie warto dyskutować w gniewie, w furii. Panami/carami Szujskimi i ich pocztem nie warto się przejmować dłużej, niż trwa pierwsza złość. Warto wychwytywać z ich [piiii] prawdziwe problemy i nad nim się zastanawiać.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, czasem trzeba dla zdrowia pojechać po bandzie aby się odbić na właściwe tory ;-) Ja kpie z pochwały separatyzmu, który jest wg mnie czymś absurdalnie kuriozalnym w dobie łączenia się państw ponadnarodowe organizacje. Separatyzm jest jak dla mnie czymś innym niż regionalizm i regionalizacja, których pozytywne bądź negatywne konsekwencje są oczywiście dyskutowalne.

    Powyższy tekst jako swego rodzaju hiperbola dostrzegalnych gołym okiem, pozornie niezwiązanych ze sobą zjawisk, nie miała być przyczynkiem do dyskusji na temat zasadności różnych form regionalizacji i decentralizacji ;-) Także zgadzając się z Twoimi uwagami merytorycznymi nie przyjmuję Twojej oceny wypadnięcia za bandę, bo trudno mówić o bandzie gdy delikwent fruwa w stanie nieważkości ;-)

    Pozdrawiam ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja oceniam rzecz inaczej. Właśnie powstawanie wielkich, ponadnarodowych czy raczej ponadpaństwowych "konglomeratów" sprzyja separatyzmom, bo stają się one mniej groźne. W ramach UE spokojnie może powstać kilka nowych państw, nie przynosząc szkody Unii, a niewielką - państwom, od których się oddzielą. O podziale Belgii mówi się już poważnie; gdyby nie problem Brukseli, zapewne by już do niego doszło.

    A "wypadnięcie za bandę" to jednak Twoja nadinterpretacja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z jednym się niewątpliwie zgodzę: Panami/carami Szujskimi i ich pocztem nie warto się przejmować dłużej, niż trwa pierwsza złość.

    Jak widać forma satyryczna niezbyt mi wychodzi ;-))))

    OdpowiedzUsuń

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )