wtorek, 18 stycznia 2011

Polemika z Migalskim

Polemika z Markiem Migalskim jest czynnością tyleż łatwą ile jałową. Migalski bowiem należy do tego gatunku polemistów, którym nawet gdy pokaże się miejsce, w którym dokonują manipulacji lub przekłamania (np. twierdząc, że liście dębu są niebieskie) – to będą się upierać, że to nie jest żadna manipulacja tylko ich opinia do której mają prawo. Trudno zaś polemizować z kimś niewidzącym różnicy między faktem a opinią, co wpisuje się w ogólno-cywilizacyjną praktykę odbierania pojęciom ich pierwotnych znaczeń.

W przypadku Migalskiego warto jednak chyba podjąć tą polemikę, nie tyle ze względu na Migalskiego, który sprawia wrażenie, że przejął od profesorów swojej byłej uczelni odporność na argumenty, ile ze względu na jego czytelników, którzy nie do końca potrafią rozpoznać perfidię mało subtelnych manipulacji, których dopuszcza się Migalski w swoich tekstach.

Weźmy jako przykład tekst o Kaczyńskiego kalkulacjach smoleńskich.

Zaczęło się od ścigania się z Jarosławem Kaczyńskim, kto pierwszy dotrze do miejsca tragedii” – czy naprawdę ten bystry analityk sceny politycznej, co udowodnił całą swoją dotychczasową pracą, nie dostrzega manipulacji tkwiącej w tym stwierdzeniu? Gdyby to zdanie ujęte było w formę np. „Zaczęło się od opóźniania dotarcia Jarosława Kaczyńskiego na miejsce tragedii, w celu umożliwienia premierowi zdobycia wizerunkowych punktów” - wtedy zdanie byłoby jednoznacznie oceniające zaistniałą sytuację i bierność udziału w tej hucpie Kaczyńskiego. Natomiast tak mamy niejednoznaczność intepretowaną przez odbiorców jako intencjonalny udział Kaczyńskiego w jakimś absurdalnym wyścigu.

Czy to znaczy, że Jarosław Kaczyński zwariował? Nie, on znowu realizuje cel polityczny!” – czyż nie jest to sugestia, że program polityczny jest zwariowany? Czy to jest ten spokojny zrównoważony język, którym PJN chciał się odróżniać od Niesiołowskiego, Palikota i Kaczyńskiego? Rozumiem, że retoryczne pytanie w stylu – „Czy Migalski jest oszołomem zmierzającym do sojuszu z Palikotem? Nie, on po prostu realizuje cel polityczny!” – będzie przejawem manipulacyjnego politycznego nie merytorycznego ataku, ale pod piórem Migalskiego jest merytoryczną politologiczną diagnozą sytuacji? Naprawdę aż tak nisko Migalski ocenia inteligencję wyborcy?

Warto jednak, żeby zauważyli to także jego bezmyślni wyznawcy.” – oczywiście Migalskiemu chodzi o wąską grupę bezrefleksyjnych fanatyków. Jak jednak w takim kontekście odróżnić ich od polityków z najbliższego otoczenia Kaczyńskiego? Czyż nie jest to sugestia, że w zasadzie cały PiS to „bezmyślni wyznawcy” Kaczyńskiego, bo ci myślący już zorientowali się co jest grane i przeszli do PJN? I to ma być ten racjonalny i merytoryczny język skupiający uwagę politycznego dyskursu na problemach a nie na osobach? Ja tego nie kupuję.

Panie Marku, być może chce Pan dobrze, ale znając Pana błyskotliwość i inteligencję oraz zdolności analityczne prezentowane dotychczas, nie wierzę, że nie zdaje sobie Pan sprawy z manipulacyjnego wymiaru tych wieloznacznych zdań wetkniętych w całość wypowiedzi. Nie wierzę, że to tylko Pana przeoczenie, a wszystko jest kwestią „nadinterpretacji” uprzedzonych i niechętnych Panu odbiorców. Nie jestem w stanie nie brać pod uwagę możliwości, że te zdania są włożone w takiej formie nieprzypadkowo i w określonym politycznym celu. List otwarty do prezesa Kaczyńskiego pokazał, że umie Pan dobierać słowa i budować zdania w sposób jednoznaczny. To co Pan uprawia obecnie w komentowanym tekście to wchodzenie do tej samej rzeki, która płyną Kwaśniewski, Miller, Michnik czy Komorowski. To nie jest nurt, który myślący ludzie są w stanie zaakceptować jako alternatywę. Takie zdania sprawiają że nie jesteście żadną alternatywą.

1 komentarz:

  1. Ja od jakiegoś czasu nie czytam Migalskiego,zmęczony tym co i jak pisze.

    OdpowiedzUsuń

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )