wtorek, 25 stycznia 2011

Wiktor na portalu

Na koniec poniedziałkowego popołudnia Wiktor otworzył główna stronę informacyjnego portalu i zdębiał. Na samej górze wielka czerwona plansza o zamachu bombowym na moskiewskim lotnisku. Nieco niżej druga informacja, że prezydent Rosji grozi NATO bronią atomową. Inne informacje o publikacjach rosyjskiej prasy na temat jakiegoś narastającego skandalu związanego z przebiegiem smoleńskiego śledztwa zbladły w podobnym stopniu co sam Wiktor. Zaczęły przelatywać mu przed okrągłymi oczami wszystkie problemy jakie czekały na swoje rozwiązanie. Zaległa wizyta u lekarza, niezapłacony rachunek za telefon, kłótnia z sąsiadem czy przecierające się na kolanach spodnie – to wszystko nagle straciło znaczenie wobec apokaliptycznych wizji nuklearnych grzybów, biblijnych powodzi, czy radioaktywnego deszczu. Niewątpliwie przyszła pora rozpoczęcia rachunku sumienia.

Jednak po pierwszym szoku Wiktor zaczął sobie przypominać inne podobne przypadki za naszą wschodnią granicą. W 1999 roku w Moskwie i Wołgodońsku wybuchły bloki mieszkalne, a w Riazaniu zatrzymano na gorącym uczynku „terrorystów”, którzy okazali się być ćwiczącymi agentami FSB. Wszędzie użyto tego samego materiału wybuchowego o nazwie heksogen, wyprodukowanego w tej samej, dającej się zidentyfikować fabryce. „Zamachy” były oczywistym dowodem na zagrożenie czeczeńskim terroryzmem i dały pretekst do drugiej wojny czeczeńskiej. Teatr na Dubrowce w 2002 roku, w którym zagazowano prawie 200 osób oraz kilkanaście innych mniejszych zamachów, podtrzymywało anty-kaukaską paranoję. Akcja odbijania zakładników w biesłańskiej szkole zakończyła się w 2004 roku masakrą ponad 320 osób. Wiktor poczuł ogarniającą go od stóp do głowy niepowstrzymaną falę głębokiego współczucia do Rosjan, zdając sobie jednocześnie sprawę, że następnych 35 zabitych, to dla uzasadnienia kolejnej, odwracającej uwagę od rosyjskiego kryzysu, wojny – dla władz tego kraju nie jest zbyt wygórowaną ceną.

Gdzie jednak teraz pójdzie główna ofensywa? Podobnie jak w przypadku smoleńskiej katastrofy, gdy już w pierwszych minutach było wiadomo to, co po 9 miesiącach potwierdziła w skrupulatnym badaniu komisja MAK, tak i tutaj już parę minut po wybuchu wiadomo było, że ślady zamachowców prowadzą do Czeczenii. Wiktora zastanowiło to niesamowite przywiązanie do zdartej już przecież całkowicie kaukaskiej płyty. W Czeczenii nie został prawie kamień na kamieniu, jej resztki pilnowane są przez, współpracujący z Moskwą, totalitarny i zbrodniczy reżim Kadyrowa. I znowu mają tam zrobić poligon dla rosyjskiej armii? A może jednak znajdą się na domodiedowskim lotnisku jakieś inne ślady? Gruziński? Albo polski? Może po to były te nuklearne groźby - w razie sytuacji, gdy Rosja będzie zmuszona interweniować w obronie swoich obywateli, niech NATO nawet nie myśli o żadnej interwencji, bo nie skończy się tak łagodnie jak w 2008 roku w Gruzji.

Wiktor próbował przygładzić swoje włosy, które pomimo sporej długości w sposób nie znoszący sprzeciwu wyprostowały się w kierunku sufitu. Poczuł także gdzieś pod skórą niepokojący dreszcz oraz nie mógł pozbyć się nieznanego wcześniej dziwnego uczucia. Powoli wstał od komputera i lekko się zataczając poszedł do łazienki. Spojrzał w lustro. Tak, nie mylił się. Włosy z sekundy na sekundę stawały się coraz bardziej białe...

3 komentarze:

  1. http://www.youtube.com/watch?v=rE-g792bJc4&feature=geosearch

    Oto przykład organizacji ronda, winni piloci... znaczy kierowcy.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, wczoraj już usłyszeliśmy, że to jednak nie Czeczeńcy... Choć nie wykluczam, że to rzeczywiście mogła być jakaś grupa czeczeńskich desperatów, którym nie chodzi już ani o Czeczenię, ani o islam, a tylko o zemstę. Takie grupy nie są zmyśleniem rosyjskich służb, one istnieją naprawdę.

    Masz jednak mocno przestarzały obraz sytuacji w tym kraju: Czeczenia została odbudowana ze zniszczeń wojennych, jest dziś jednym z najlepiej rozwiniętych regionów Kaukazu Północnego. Kadyrowowi, przy całej jego, oględnie mówiąc, niesympatyczności, trzeba oddać jedno - zdobył dla Czeczenii maksimum niezależności, możliwej dziś do uzyskania. Myślę, że można go porównywać do Aleksandra Wielopolskiego, tyle, że ten działał przed powstaniem.

    A poza tym - Wiktor powinien trochę mniej się bać, bo Moskalom właśnie o to chodzi. Żeby się bał. Rosja grozi rozmieszczeniem broni jądrowej tu i tam, czasem wspomina, że rezerwuje sobie prawo do jej użycia - ale Putin, Miedwiediew &co nie są samobójcami. Straszą, bo strachem mogą wiele osiągnąć, bo świat dzisiejszy, a przynajmniej wysoko rozwinięta jego część przywykł ustępować przed groźbą. Ale groźba to jedno, jej spełnienie - to drugie. Inna rzecz, to jakaś "interwencja humanitarna". Tylko gdzie i po co? Gruzja pokonana i odepchnięta od NATO, Polska rządzona przez... no, sami wiemy kogo. A kraje, w których Rosja mogłaby zasadnie upominać się o los mniejszości rosyjskiej (i chyba nawet powinna), mają gaz ziemny, niezbędny Rosji dla wywiązania się ze zobowiązań wobec Zachodu i dopięcia budżetu.

    OdpowiedzUsuń
  3. No to rzeczywiście mam jakiś przestarzały pogląd na Czeczenię. A bandyta Kadyrow, który własnoręcznie maltretował więźniów to tak naprawdę czeczeński patriota ;-)

    Co do Wiktora zaś, to on doskonale wie, że strach to jedno, a uleganie mu to zupełnie co innego. Myślisz że Powstańcy się nie bali? To tak jak z groźbami i ich spełnieniem ;-)))))

    OdpowiedzUsuń

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )