środa, 9 lutego 2011

PiS? PO? PJN? nie!!! SLD!

W tym roku kolejne wybory parlamentarne. W warunkach ocierającej się o zdradę stanu indolencji władzy i w atmosferze zadeklarowanej przez wielkiego reżysera Andrzeja Wajdę wojny polsko-polskiej. Warto podkreślać faktycznych autorów pewnych pojęć, które pełnią następnie rolę cepów do młócenia adwersarzy politycznych sporów. Czy z tej młócki zostanie jakieś ziarno? Czy zamiast zboża młócimy jednak żywych ludzi i jedynym efektem będzie kałuża krwi i zmasakrowane zwłoki? Nikt się nad tym nie zastanawia, bo już w ogóle mało kto się zastanawia nad czymkolwiek.

A w kontekście nadchodzących wyborów warto zwrócić uwagę na te cepy, które podkłada nam się pod nosy, niczym krwisty kawałek mięsa przed pysk wygłodniałego wilczura. Moralnie tonąca Platforma (anty)Obywatelska wypuszcza na pożarcie Palikota, ale okazuje się to porażką. PJN (albo ich faktyczny mocodawca) nie może się zdecydować, komu chce wyszarpać więcej armatniego mięsa. Zdrowy rozsądek śpi, demony hulają w najlepsze, nie będzie dziwne, gdy w tej sytuacji najwięcej skorzystają ci, dla których jakiekolwiek idee nie mają najmniejszego znaczenia. Cichutko stoją z boku i czekają, nie przeszkadzając przeciwnikowi po raz kolejny się wykańczać. Gdy przyjdzie pora, znowu jak w latach 90-tych, będą się przedstawiać jak odnowione środowisko politycznych praktyków, którzy wiedzą jak się naprawdę rządzi. I co gorsza, pomimo afery Rywina, w kontekście hipokryzji i indolencji tuskomatołków - będą w tym wiarygodni.

Nie zapominajmy o tym najbardziej cynicznym, merkantylnym i bezideowym środowisku jakim są byli funkcjonariusze PZPR-u. Nie zapominajmy, że wyprowadzenie sztandaru z Sali Kongresowej w 1990 roku było tylko zmianą estetyczną. Nie zapominajmy, że tak naprawdę PZPR istnieje i działa do dzisiaj pod nową nazwą SdRP, czy bardziej znaną nazwa szerszej koalicji SLD. Nie zapominajmy, że partia ta mogła rozwinąć skrzydła dzięki majątkowi PZPR, który częściowo został przejęty przez Skarb Państwa, ale tzw. majątek ruchomy rozpłynął się w powietrzu. Nie zapominajmy, że towarzysze z SdRP, oprócz „zagospodarowania” majątku PZPR, przekonali towarzyszy z Moskwy do udzielenia im tzw. „pożyczki moskiewskiej” na rozkręcenie działalności. Towarzysze wypierają się swoich korzeni i np. ustami Arłukowicza przekonują nas, że nie korzystają z majątku PZPR, „bo przecież on nie bywa na Rozbrat i pracuje na swoim prywatnym laptopie”.

Wiedza o powiązaniach PRL-owskiego aparatu jest stosunkowo szeroka, lecz jeden aspekt sprawia, ze wiedza ta funkcjonuje jedynie jako przejaw chorych paranoidalnych teorii spiskowych, a kolejne dowody są ignorowane przez tzw. opinię publiczną, wszak należy nadstawiać drugi policzek zamiast szukania politycznego odwetu. Widać po latach bardzo wyraźnie to, czego nie widzieli zafascynowani spokojem pierwszego niekomunistycznego premiera Polski. Widać dzisiaj wyraźnie jak szalenie wielkie spustoszenie etyczne spowodowała gruba kreska Mazowieckiego, zadeklarowana w 1989 roku. Czy Norymberga była szukaniem odwetu na bogu ducha winnych hitlerowskich funkcjonariuszach? Czy też była nazwaniem rzeczy po imieniu, zdefiniowaniem zła, zamkiem zabezpieczającym przyszłość przed nawrotem zbrodni?

Brak czerwonej Norymbergi umożliwia dzisiaj podtrzymywanie opinii, wbrew wszystkim źródłom historycznym, że Jaruzelski uchronił nas przed trzecią wojna światową, że Kiszczak jest człowiekiem honoru, że Arłukowicz nie korzysta z majątku PZPR i tak dalej. Tajność ubeckich teczek po ponad 20 latach ich badania ciągle służy nie tylko szachowaniu byłych agentów, ale przede wszystkim dezawuowaniu samego zbioru, gdy wyciekają szczątkowe informacje, które w szerszym kontekście okazują się mieć całkowicie inny sens od pierwotnego. Niszczone jest w ten sposób przekonanie o osiągalności prawdy, budowana jest tolerancja na zło, bo wszystko jest relatywne i nigdy nie będziemy mieć pełnej wiedzy o faktach. Czy wyobraża sobie ktoś rozważania o wallenrodyzmie Hoessa? Czy ktokolwiek rozważa w przestrzeni publicznej rozterki etyczne Goeringa? Himmlera? Goebbelsa? Dlaczego w przypadku Jaruzelskiego, Kiszczaka, Urbana jest to możliwe?

To nie PiS jest zagrożeniem. Nie jest nim także PO. Także PJN nie musi być głównym przedmiotem większości aktualnych analiz. Zagrożeniem dla demokracji jest zanegowanie podstawowych wartości, takich jak prawda i sprawiedliwość. Bez nich będziemy się miotać w bagnie kłamstw, pomówień, insynuacji, przekrętów i złodziejstwa. Bo jeśli towarzysze mogli to czemu ja nie? Może zamiast analizować kolejne dołki wykopane pod politycznym przeciwnikiem powinniśmy gromkim chórem zawołać o zrobienie w końcu tego, co powinniśmy zrobić 20 lat temu: OSĄDZIĆ ZBRODNIARZY!!! Oraz zdelegalizować SLD, którego majątek powinien zostać w całości przejęty przez Skarb Państwa. Inaczej będziemy długo jeszcze słuchać o tym, że minister Klich bronił honoru generała Błasika, że NordStream jest korzystny dla Polski, a gaz łupkowy wydobywa się metoda odkrywkową.

Pora najwyższa zdać sobie sprawę, że jedynym efektem humanitarnej tolerancji dla zbrodni i kłamstwa jest przede wszystkim dalsza eskalacja tych zjawisk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )