piątek, 1 kwietnia 2011

Kac na Prima Aprilis

Nie przepadam za tym prima-aprilisowym szaleństwem. Następny dzień po moich urodzinach zawsze jest powodem do lekkiej irytacji. Po dobrej imprezie kac gigant zdaje się być kiepskim żartem mojego organizmu, kpiącego z radości minionego wieczoru. Trudno też wtedy odróżnić, które z podawanych informacji są żartem li tylko, a które można brać na poważnie. Z reguły nie zaglądam więc tego dnia do gazet. Brak kaca zaś bywa oznaką sytuacji, gdy z różnych powodów nie mogłem sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa nawet we własne urodziny. Nietrudno zrozumieć, czemu rozmaite żarty takiego życiowego frustrata niespecjalnie śmieszą.

Wczoraj zasiedzieliśmy się przy Skwerze Hoovera chyba do pierwszej w nocy próbując w niezbyt skoordynowany sposób zdefiniować fragmenty niedefiniowalnego świata. Wydaje mi się, że pamiętam wszystko, aczkolwiek dobijający się przez płaty czołowe jakiś obcy sugeruje że nie jest to takie pewne. Coryllusowi wydaje się, że widział Palikota, a ja jestem pewny, że widziałem Migalskiego, który w okolicach godziny dwunastej w nocy, pod pozorem prywatnego spotkania, próbował podsłuchiwać naszych nieskoordynowanych prób zrozumienia rzeczywistości. 

Fatalność dzisiejszego dnia polega na kompletnym braku wiarygodności wszystkich informacji. Dodatkowo biorąc pod uwagę fakt, że o pewnych rzeczach rozmawialiśmy już po dwunastej, zatem pierwszego kwietnia, to jak mam dać wiarę zapewnieniom Alefa Sterna, że znudziło mu się stukanie w klawisze luźnego strumienia wolnych skojarzeń, że ograniczająca forma może być wyzwoleniem dla artysty i że postanowił teraz poszlifować prostotę języka. Z uwagi jednak na fakt nieokiełznanego potoku myśli będzie to trudne i następna książka powstanie pewnie po dłuższej przerwie, ale budowanie prostej formy skomplikowanej historii jest jak sypanie mandali, trenuje charakter, ćwiczy koncentrację i konsekwencję, zmusza do przyjemnego twórczego wysiłku, będącego źródłem dużo większej satysfakcji, niż proste rejestrowanie płynącego strumienia wolnych skojarzeń.

Jak mam również dać wiarę zapewnieniom Intuicji, że w ramach blogerskiej Rady Programowej zamierza porzucić intuicyjny imperatyw swoich działań i przygotuje strukturalne ramy funkcjonowania tego tworu, które pozwolą mu prawidłowo działać niezależnie od osobowego składu? Wielu już to próbowało przecież zrobić i nikomu jak dotąd się to nie udało. Chciałbym jednak wierzyć, że nowe intuicyjne podejście do kwestii organizacyjnych pozwoli wypracować jakiś instytucjonalny przełom.

Nie jestem też w stanie poważnie brać zapewnień Carcajou o tym, że zamierza przejąć stanowisko RedNacza Nowego Ekranu, podobnie jak nie jestem w stanie poważnie brać informacji o tym, że Graś jest przeciwny przyznaniu jemu premii przez Prezydium Sejmu, czy o tym, że Muniek Staszczyk trzeźwieje patrząc na dokonania PO. W ogóle świat w tym cholernym pierwszokwietniowym dniu jest zły, zdradziecki, fałszywy i jest najgorszym możliwym dniem na leczenia pourodzinowego kaca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie bądź anonimowy. Podaj chociaż swoje imię.
( opcja: Nazwa/adres URL - wystarczy pole Nazwa )